Czy wojewoda może sam sprawdzić, gdzie naprawdę mieszka radny? Dlaczego zarządzenia zastępcze w sprawie wygaszania mandatów należą do rzadkości? Czy polityczne układy mogą wpływać na decyzje organów nadzoru? To pytania, które od miesięcy powracają w wielu samorządach, zwłaszcza tam, gdzie pojawiają się wątpliwości dotyczące miejsca zamieszkania radnych lub łączenia mandatu z funkcjami mogącymi naruszać ustawowe zakazy.
W rozmowie z Głosem Miasta Wojewoda Zachodniopomorski, Adam Rudawski, odpowiada na pytania dotyczące granic swoich kompetencji, możliwości prowadzenia postępowań wyjaśniających oraz stosowania zarządzeń zastępczych. Wyjaśnia, dlaczego urząd nie prowadzi własnych dochodzeń, nie przesłuchuje świadków i nie może opierać swoich decyzji na domysłach. Odnosi się również do głośnych spraw budzących emocje w regionie, w tym potencjalnego wygaszenia mandatu radnej Agnieszki Geblewicz, zapewniając, że wszystkie sprawy są rozpatrywane według tych samych zasad i wyłącznie w granicach obowiązującego prawa.
Panie Wojewodo, powiedzmy sobie wprost: oświadczenia o miejscu zamieszkania radnych to w polskich samorządach często zwykła fikcja. Przepis mówi jasno – radnym można być tam, gdzie się faktycznie żyje i ma centrum interesów życiowych, a nie tam, gdzie ma się meldunek, kupioną działkę czy puste mieszkanie. Dlaczego Urząd Wojewódzki przyjmuje od radnych lipne oświadczenia na wiarę, zamiast realnie ich weryfikować?
– Wojewoda nie jest organem wyposażonym w uprawnienia śledcze. Nie ma narzędzi, które pozwalałyby na prowadzenie czynności kontrolnych, polegających na badaniu czy obserwowaniu zachowań radnego, przeprowadzaniu wywiadów środowiskowych, etc. Nie mam też podstaw do kwestionowania, jak to Pan Redaktor określił „lipnych oświadczeń” mieszkańców, a co za tym idzie zawiadamiania Prokuratury o poświadczeniu nieprawdy. Te oświadczenia dotyczą najczęściej kwestii zamieszkania radnego, ale sama definicja miejsca zamieszkania jest kategorią trudną do zweryfikowania – poza tym, że zawiera element tzw. corpus (faktyczne przebywanie) to jeszcze element animus – czyli zamiar konkretnej osoby, co ma charakter bardzo subiektywny.
Większość w radzie gminy potrafi przegłosować każdą uchwałę i obronić „swojego” radnego, ignorując twarde dowody na to, że ten mieszka w całkiem innej gminie. Rada nie wygasi mandatu, bo „większość może więcej”. Czy jako organ nadzoru czuje się Pan bezsilny wobec takich politycznych układów, czy po prostu wygodniej jest Panu nie wchodzić w ten spór?
– Polityka rządzi się swoimi prawami, ale ja jako wojewoda muszę postępować zawsze zgodnie z listerą prawa. Musimy pamiętać, że mandat radnego pochodzi z powszechnych wyborów – o tym, kto otrzyma mandat, decydują mieszkańcy danej gminy czy powiatu. To mieszkańcy wybrali swoich radnych, zaufali im, postanowili, że to te osoby będą reprezentować interesy mieszkańców. Bez względu na różnice poglądów, jako wojewoda szanuję ten wybór.
Co do zasady organami uprawnionymi do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu radnego są – komisarz wyborczy organ stanowiący jednostki samorządu terytorialnego czyli rada gminy, miasta, powiatu czy sejmik województwa. Stwierdzają oni wygaśnięcie mandatu m.in. w sytuacji utraty prawa wybieralności (zmiana miejsca zamieszkania) oraz naruszania ustawowego zakazu łączenia mandatu radnego z wykonywaniem określonych w odrębnych przepisach funkcji lub działalności. W związku z tym, że stwierdzenie wygaśnięcia mandatu radnego ingeruje w chronione konstytucyjnie prawa wyborcze zarówno radnego, ale i wyborców, skorzystanie z tego instrumentu prawnego musi następować z uwzględnieniem zasady proporcjonalności i nie może budzić żadnych wątpliwości.
Znam przypadek, gdzie radny z pełną premedytacją wziął od kilku znajomych oświadczenia, o rzekomym mieszkaniu w gminie, w której nie mieszka. Ktoś podpisał lipne oświadczenia, a nadzór wojewody tego nie zweryfikował – nie chciał, nie mógł, nie wiedział… jakkolwiek by nie było, nie stawi to samego nadzoru w dobrym świetle.
– Raz jeszcze podkreślam – wojewoda to nie prokurator ani śledczy. Nie przesłuchuje ludzi, nie prowadzi dochodzenia sprawdzającego prawdziwość podpisu, nie może też się opierać na domysłach, plotkach czy przypuszczeniach. Może się poruszać tylko w granicy przysługującego mu prawa.
Czy zdarzyło się, że po otrzymaniu takich oświadczeń o rzekomym zamieszkiwaniu, wojewoda kierował zawiadomienie do prokuratury i możliwym poświadczeniu nieprawdy?
– Nie było takich przypadków.
Ile razy w ciągu ostatniego roku Pan – jako reprezentant rządu w terenie – z własnej inicjatywy wszedł do gminy z kontrolą i sprawdził rachunki za media, deklaracje śmieciowe czy wpisy do rejestru wyborców radnych, wobec których są poważne wątpliwości? Czy nadzór Wojewody sprowadza się tylko do przeklejania pism z rady gminy?
– Wojewoda prowadzi postępowanie i podejmuje decyzje wyłącznie w oparciu o dokumenty, na podstawie złożonego wniosku. Nie ma przepisów, które upoważniają wojewodę do wszczynania kontroli w danej gminie w takim zakresie, jaki zawarł pan Redaktor w pytaniu.
Przejdźmy do spraw, które elektryzują opinię publiczną na Pomorzu Zachodnim. Jak zachowa się Pan w sytuacji, kiedy na Pana biurko trafi wniosek o wydanie rozstrzygnięcia zastępczego w sprawie wygaszenia mandatu radnej Agnieszki Geblewicz? Czy w tej sprawie nadzór będzie działał z zegarmistrzowską precyzją, czy zadziała tzw. „poduszka polityczna”?
– Wszyscy obywatele są równi wobec prawa. Wszystkie zgłoszenia traktujemy w ten sam sposób, zgodnie z procedurą określoną w prawie.
Jest wiele osób, które mówią wprost: gdyby Agnieszka Geblewicz, która jest radną gminy Goleniów i jednocześnie Dyrektorem finansowym w miejskiej spółce, była z PiS, już dawno miałaby wygaszony mandat. Jak Pan to skomentuje?
– Ile ludzi, tyle opinii. Szczególnie w świecie polityki dużo się mówi, komentuje, spekuluje, niestety nie zawsze mając przy tym pełną wiedzę. Obywatele często sygnalizują, że poszczególni radni – w ich ocenie – piastują mandat radnego niezgodnie z prawem. Najczęściej ich zdaniem nieprawidłowe jest łączenie mandatu radnego z wykonywaniem określonych funkcji bądź prowadzeniem określonych działalności. Nie stanowi jednak naruszenia ustawowych zakazów zatrudnienie radnego w szkole prowadzonej przez daną gminę, gminnym ośrodku kultury czy ośrodku pomocy społecznej. Można być też kierownikiem danego wydziału w jednostce organizacyjnej np. domu kultury. Można wreszcie być dyrektorem w gminnej spółce, o ile nie jest się w zarządzie tej spółki bądź też nie jest się ustanowionym w niej pełnomocnikiem lub prokurentem. Nie stanowi też naruszenia ustawowych zakazów pobieranie wyższego wynagrodzenia niż wójt czy burmistrz.
Ustawa daje Panu potężne narzędzie: zarządzenie zastępcze. Jeśli rada gminy paraliżuje proces wygaszania mandatu radnemu, który łamie prawo, Wojewoda wchodzi i wygasza mandat decyzją administracyjną. Dlaczego to narzędzie jest używane tak rzadko?
– Wojewoda działając zastępczo za organ stanowiący właściwej jednostki samorządowej, musi zawsze dysponować niezbitymi dowodami. Nie wystarczą poszlaki, plotki czy podejrzenia. Musi też, podejmując decyzję o ewentualnym wygaszeniu mandatu radnego, wziąć pod uwagę, czy zastosowanie tego środka nadzoru nie naruszy zasady proporcjonalności, a więc, czy środek ten będzie adekwatny do stopnia i wagi naruszenia zakazów obowiązujących radnego.
Każdy jednak przypadek badany jest w sposób obiektywny.
Na co dokładnie mogą liczyć mieszkańcy, którzy dostarczą Panu na piśmie niepodważalne dowody na to, że dany radny łamie zakazy ustawowe lub mieszka w innej gminie? Czy przeprowadzi Pan własne postępowanie dowodowe, czy ograniczy się Pan do wysłania tradycyjnego zapytania do Przewodniczącego Rady z pytaniem: „Czy radny na pewno złamał prawo?” i zadowoli się wymijającą odpowiedzią?
– Raz jeszcze podkreślę – mogę działać tylko w zakresie, jaki pozwala mi prawo. Wojewoda bada okoliczności związane z piastowaniem mandatu radnego następczo, tzn. co do zasady po rozpatrzeniu danej kwestii przez radę gminy, powiatu lub sejmik województwa. To oni – zgodnie z prawem – w pierwszej kolejności powinni zająć się sprawą mandatu radnego. Dopiero, gdy rada podejmie stosowną uchwałę, bądź w sytuacji, kiedy to z różnych względów nie następuje, kompetencję przejmuje wojewoda. W związku z tym jednak, że uprawnienia wojewody co do prowadzenia czynności wyjaśniających są ograniczone, stanowisko swoje opieram zasadniczo na dokumentach i analizach radców prawnych urzędu.
Warto też wyjaśnić, że do postępowania prowadzonego przez wojewodę poprzedzającego stwierdzenie wygaśnięcia mandatu radnego nie mają zastosowania przepisy Kpa. Wojewoda nie może przesłuchiwać świadków, zarządzać rozpraw etc. W tym postępowaniu radny, którego dotyczy ew. postępowanie wyjaśniające, nie jest nawet stroną.
Nie ma Pan obaw o to, że mieszkańcy mający wątpliwości składają w u Pana wnioski o wygaszenie mandatu, są rozczarowani i przestają wierzyć w skuteczność nadzoru? Wątpią też w sprawczość idei społeczeństwa obywatelskiego.
– Społeczeństwo jest coraz bardziej świadome i aktywne, co mnie osobiście cieszy. Ta świadomość wiąże się także z wiedzą – ludzie rozumieją różnice między wojewodą a sądem, analizują przepisy prawa, mają świadomość, że wojewoda może się poruszać tylko w granicach prawa. Nie sądzę, żeby to zniechęciło ludzi do podważania idei społeczeństwa obywatelskiego, wręcz przeciwnie.
W polskim prawie samorządowym obowiązuje tzw. zasada numerus clausus (zamkniętego katalogu) przesłanek wygaszenia mandatu. Oznacza to, że mandat radnego można wygasić wyłącznie w przypadkach ściśle określonych w ustawach (głównie w Kodeksie wyborczym oraz ustawach o samorządzie gminnym/powiatowym/wojewódzkim). Gdyby Pan mógł, zmieniłby Pan to prawo? Wiele osób oczekuje takich zmian i możliwości wygaszania mandatu radnym, którzy wykazują się brakiem etyki.
– To obywatele wybierają konkretnych radnych na swoich przedstawicieli, warto byłoby się więc zastanowić na tym, aby mieli też większe prawo głosu przy odwoływaniu poszczególnych osób zasiadających w radzie miasta. To głos mieszkańców jest tu bowiem najważniejszy.





