King Wilki Morskie pewnie wygrały wczoraj z Arka Gdynia 99:84 i umocniły się w czołówce tabeli. Choć pierwszą kwartę wygrali przyjezdni, to kolejne kwarty szczecinianie zdominowali. Wygrana i punkty cieszą, pojawił się też powód do optymizmu – nazywa się Jovan Novak.
Po kontuzji Andy’ego Mazurczaka w Wilkach Morskich zapanował kryzys. Trener Arkadiusz Miłoszewski musiał improwizować, a obowiązki rozgrywającego spadły na zawodników, którzy na co dzień pełnią inne role – James Woodard czy Przemysław Żółnierewicz. Brak klasycznego rozgrywającego odbił się na skuteczności drużyny, co skutkowało gorszymi wynikami i spadkiem morale zespołu.
Sytuacja uległa zmianie wraz z przybyciem Serba, Jovana Novaka. Od pierwszych minut jego obecności na parkiecie widać było w grze nową jakość, a co najważniejsze – widoczną chęć do walki i energię, której brakowało Wilkom w ostatnich tygodniach. Novak przypomina swoją filozofią gry Mazurczaka – jest kreatywny, dobrze czyta grę i umiejętnie rozdziela piłki między kolegów z zespołu. Dzięki temu szczecińska drużyna znów zaczęła prezentować płynniejszą, bardziej uporządkowaną koszykówkę.
Ten entuzjazm na boisku szybko zagościł też w szatni.
Serbski rozgrywający idealnie wpasował się w koncepcję zespołu budowanego przez Miłoszewskiego. Wnosi nie tylko umiejętności techniczne, ale także mentalność zwycięzcy, co jest kluczowe w kluczowych momentach sezonu. Jego obecność na parkiecie sprawia, że Wilki znów mogą myśleć o walce z czołówką ligi.
Jeśli Novak utrzyma swoją formę i uda się jeszcze przed zamknięciem okienka transferowego znaleźć centra, Wilki Morskie mogą namieszać w ligowej stawce i ponownie walczyć o medale.






