niedziela, 19 kwietnia, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

W Kołbaskowie patologia do kwadratu i to w białych rękawiczkach. „Ja to nazywam ruskim standardem”

W Kołbaskowie doszło do zjawiska, które powinno budzić nie tylko zdumienie, lecz przede wszystkim oburzenie i niepokój o stan lokalnej demokracji. Przewodnicząca Rady Gminy, Dorota Trzebińska, osoba teoretycznie odpowiedzialna za kontrolę działań organu wykonawczego i strażnicę praworządności w gminie, pracuje jako redaktor naczelna gminnego portalu i gazety KOŁBASKOWO.EU – medium finansowanego pośrednio z publicznych pieniędzy. Zatrudnienie odbyło się bez otwartego naboru, bez konkursu i bez jasnego wyjaśnienia, dlaczego to właśnie osoba sprawująca funkcję przewodniczącej rady miała objąć kluczowe stanowisko redakcyjne.

 

To nie jest drobny formalny błąd – to odwrócenie ról, które w demokratycznym samorządzie powinno być absolutnie niedopuszczalne. Rada Gminy ma stać na straży transparentności, kontrolować wydatkowanie publicznych pieniędzy i dbać o to, by instytucje publiczne nie były wykorzystywane do prywatnych czy partykularnych celów. Gdy przewodnicząca rady w osobie Doroty Trzebińskiej, staje na czele redakcji prowadzonej z publicznych środków, pytanie o konflikt interesów nie jest już retoryczne: robi się paląco poważne i mówimy o tym głośno – to dalekie od jakiejkolwiek etyki.

Liczby mówią same za siebie. Z dokumentów jawnych wynika, że dochód Doroty Trzebińskiej z tytułu zatrudnienia w 2024 roku wyniósł 115 198,06 zł (wówczas jeszcze w ZWiK Kołbaskowo), a dieta radnego za ten sam okres to 26 836,50 zł – to nie są drobne kwoty, stawiają pytanie o skalę i przejrzystość wynagrodzeń osób pełniących funkcje publiczne.

W praktyce wygląda to tak: gmina ma komórkę, do której zadań wpisano działalność wydawniczą – portal, gazetkę, telewizję, media społecznościowe i sprzedaż reklam – i finansuje to z budżetu. W tej strukturze zatrudniono na redaktora naczelnego, przewodniczącą Rady Gminy. W świetle dokumentów i relacji medialnych proces obsadzenia tego stanowiska nie odbył się w trybie otwartego konkursu ani naboru, a decyzja podjęta została szybko i bez szerokich konsultacji. Efekt jest przewidywalny: materiały wydawane przez samorządowe pismo mają charakter w dużej mierze promocyjny, a krytyczne głosy mieszkańców trafiają na cenzurę lub są marginalizowane — o czym świadczą skargi mieszkańców i analizy zawartości gazetki.

– Wydawanie mediów przez jakiekolwiek samorządy nie ma nic wspólnego ze standardami demokratycznymi, ja to nazywam ruskim standardem, bo bliżej jest tym standardem do Wschodu i Rosji niż do świata cywilizowanego – mówi bez ogródek Andrzej Andrysiak, dziennikarz, wydawca Gazety Radomszczańskiej, autor książki „Lokalsi” i twórca podcastu „Mała władza”.  W 2024 roku otrzymał tytuł „Dziennikarza Roku” Grand Press. – To jest patologia, która się rozprzestrzeniła po całej Polsce powiatowej. Wydawanie jakiegokolwiek portalu, gazety, telewizji, czy radia przez radną, bo tutaj jest taka sytuacja, że przewodnicząca rady gminy jest redaktorem naczelnym, to już jest patologia do kwadratu – komentuje.

To nie ma nic wspólnego z etyką

Ideą mediów jest kontrolowanie władzy — jej rola to odkrywać, pytać, nagłaśniać i tłumaczyć działania tych, którzy mają władzę nad społecznością. Gdy jednak to samorząd sam tworzy i finansuje lokalne media, cały mechanizm odpowiedzialności zostaje zniszczony: obraz świata w takich publikacjach staje się pokrzywiony, a wypowiedzi coraz bardziej przypominają gierkowską propagandę z epoki, której celem nie było informowanie, lecz legitymizacja władzy. W takiej sytuacji kontrolowanie władzy jest kompletnie niemożliwe — redaktor naczelna, która jednocześnie przewodniczy radzie, nie będzie pisać niewygodnych tekstów o swoim zapleczu. Wyobraźmy sobie, że w radzie gminy dochodzi do poważnych nieprawidłowości: nadużyć, nepotyzmu, wydatkowania publicznych pieniędzy bez przetargu. Czy samorządowy portal czy gminna gazetka napiszą o tym wprost?

Przykładem, który najlepiej ilustruje skalę zagrożenia, jest sprawa prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka — gdy prokuratura postawiła mu zarzuty w aferze związanej z Collegium Humanum, wiadomość obiegła krajowe media i trafiła na czołówki, a jednocześnie materiały w mediach finansowanych przez miasto i powiązanych z władzami Wrocławia zostały sprowadzone do marginalnych komunikatów lub umieszczone daleko w strukturze serwisów, tak że ich zasięg i siła przekazu były znacznie mniejsze niż doniesień niezależnych redakcji. To nie jest drobna niekonsekwencja — to model działania: jeżeli organ władzy publicznej sam tworzy i utrzymuje „media”, to ich rola informacyjna bardzo szybko ustępuje roli ochronnej. Zamiast pełnić funkcję kontrolną.

– Ja zawsze apeluję do samorządowców, nie bądźcie ludźmi wschodu, nie miejcie mentalności wschodniej. Pamiętajcie, że system demokratyczny polega na tym, że władza jest kontrolowana i kontroluje ją społeczeństwo właśnie poprzez media. Jak władza nie jest kontrolowana, to się degeneruje, a jeśli nie ma żadnej kontroli, to się degeneruje absolutnie – komentuje Andrzej Andrysiak.

Gmina ma prawo informować, ale nie w taki sposób

Obrona tego rozwiązania przez część władz gminy brzmi: „gmina ma prawo informować mieszkańców”. Z tym że takie prawo nie jest tarczą do automatycznego aprobowania każdej praktyki, zwłaszcza gdy instytucja publiczna zaczyna pełnić funkcję redakcyjną bez demokratycznych zabezpieczeń: konkursu, transparentnego naboru, powołania niezależnej rady programowej czy jasnych reguł rozdzielających informację od promocji władzy. Gminne media nie powinny być tubą jednej osoby stojącej jednocześnie po obu stronach stołu decyzyjnego.

To, co się w Kołbaskowie dzieje, to klasyczny przykład konfliktu interesów w białych rękawiczkach: Dorota Trzebińska jest jednocześnie zatrudniona w strukturach GOKSiR i pełni funkcję przewodniczącej Rady Gminy – czyli ma prawo i obowiązek kontrolować tę samą instytucję, w której pracuje – przypomnijmy, oświadczenie majątkowe jasno pokazuje dochód z tytułu zatrudnienia w wysokości 115.198,06 złotych w 2024 roku! Jak w takich warunkach ma przebiegać rzetelna kontrola? Czy jako radna będzie bezstronnie weryfikować umowy, budżet, zatrudnienia i politykę wydatkową GOKSiR, jeśli równocześnie jej miejsce pracy i niemałe zarobki zależą od decyzji tej samej władzy, którą powinna rozliczać? Już dziś mówi się, że Dorota Trzebińska jest bardziej decyzyjna niż dyrektor placówki – to nie jest tylko nieprzyjemny gossip, to sytuacja skrajnie patologiczna: osoba, która powinna zadawać niewygodne pytania, sama dyktuje narrację i może blokować krytykę. To nie teoria – to praktyczny mechanizm, który niszczy przejrzystość, odbiera mieszkańcom prawo do niezależnej informacji i zamienia instytucję publiczną w narzędzie ochrony interesów władzy. To ewidentny konflikt interesów i wymaga natychmiastowego wyjaśnienia oraz działań zapobiegających dalszemu upolitycznieniu mediów finansowanych z budżetu gminy.

Sama Dorota Trzebińska nie znalazła odwagi, by odpowiedzieć na nasze pytania o łączenie funkcji przewodniczącej rady i gminnego pisma. Pytania zostawimy tutaj… Pani Doroto Trzebińska:

  1. Jak godzi Pani mandat radnej – osoby powołanej do kontrolowania działań wójta i gminy z funkcją redaktor naczelnej medium, które publikuje głównie pochlebne treści na temat lokalnego samorządu, w tym poniekąd o Pani własnych decyzjach i działaniach? Czy nie dostrzega Pani tu konfliktu interesów?
  2. Czy lokalne media, nad którymi sprawuje Pani pieczę redakcyjną, publikują lub publikowały w ostatnich latach jakiekolwiek materiały krytyczne wobec działań gminy, jej władz lub samej rady? (Jeśli tak, to proszę o przykłady). Jeśli nie proszę o odpowiedź: jak może Pani zagwarantować mieszkańcom, że przekaz nie jest jednostronny i pozbawiony funkcji kontrolnej, która jest podstawą demokratycznych mediów?
  3. Czy zasiadając w radzie gminy, a jednocześnie prowadząc gminne media, korzysta Pani z publicznych pieniędzy lub gminnych instytucji do promowania własnych działań jako radnej? Jak odpowie Pani na zarzut, że tego rodzaju połączenie funkcji jest dalece nieetyczne i może prowadzić do utraty zaufania społecznego wobec mediów, które z założenia powinny być niezależne i patrzeć władzy na ręce?

Popularne Artykuły