Zderzenie z dzikim zwierzęciem to zdarzenie, które przychodzi nagle i zwykle nie daje kierowcy czasu na reakcję. Jesienią ryzyko rośnie szczególnie mocno, bo właśnie w tym okresie zwierzęta są najbardziej aktywne. Przemieszczają się w poszukiwaniu pożywienia, często o świcie lub po zmroku, kiedy widoczność na drogach jest ograniczona. To oznacza, że zagrożenie występuje przez większą część doby.
Łoś, jeleń czy dzik na jezdni to nie tylko ryzyko dla zwierzęcia, ale też poważne zagrożenie dla człowieka. Zwłaszcza w przypadku dużych zwierząt, które ważą kilkaset kilogramów, skutki kolizji mogą być tragiczne. Wiele razy dochodziło do sytuacji, w których zwierzę wpadało do wnętrza samochodu przez przednią szybę, powodując ciężkie obrażenia kierowców i pasażerów.
Szczególną uwagę warto zwrócić na odcinki dróg oznaczone znakiem ostrzegawczym z sylwetką sarny. To miejsca, gdzie zwierzęta pojawiają się częściej, choć nie można wykluczyć ich obecności także w innych rejonach. Warto w takich miejscach zdjąć nogę z gazu i baczniej obserwować pobocza. Dobrze wiedzieć, że nowoczesne systemy wspomagające kierowcę wcale nie gwarantują bezpieczeństwa w takich sytuacjach. Testy pokazały, że elektronika często nie radzi sobie z nagłym pojawieniem się zwierzęcia, dlatego nie można polegać wyłącznie na technologii.
Jeśli już dojdzie do zderzenia, w pierwszej kolejności trzeba upewnić się, że nikt w samochodzie nie ucierpiał. Rannego zwierzęcia nie należy dotykać, bo może być nieprzewidywalne i agresywne. Najrozsądniej wezwać odpowiednie służby, które zajmą się sytuacją i udzielą pomocy.
Kwestia odszkodowania po kolizji z dzikim zwierzęciem nie jest prosta. Najłatwiej mają osoby, które wykupiły polisę AC – w takim przypadku kluczowa będzie dokumentacja zdarzenia. Przy samym OC odzyskanie pieniędzy jest trudniejsze i często zależy od tego, czy droga była oznakowana znakiem ostrzegawczym, czy też nie. Zdarza się, że kierowcy mogą zgłosić roszczenie do zarządcy drogi albo do koła łowieckiego, jeśli w pobliżu prowadzone było polowanie. W wielu przypadkach jednak kierowca zostaje z kosztami sam.





