Tegoroczne lato przyniosło wyjątkowo gorzki bilans. Od kwietnia do połowy czerwca w polskich wodach utonęły 43 osoby, a już w pierwszym tygodniu wakacji życie straciło kolejne 22. Statystyki przerażają, ale za każdą liczbą kryje się konkretna tragedia, czyjeś dziecko, ojciec, przyjaciel. Choć liczby te są niższe niż w ubiegłym roku, wciąż pokazują, jak daleko nam do świadomości zagrożeń związanych z wypoczynkiem nad wodą.
W Łebie, 10 lipca, doszło do dramatu, który poruszył opinię publiczną – ojciec i córka weszli do morza mimo wyraźnego zakazu. Czerwona flaga łopotała na wietrze, ale została zignorowana. W krótkim czasie doszło do tragedii. Mężczyzna przeżył, jego córki nie udało się uratować. Kilka dni później, w Lubiatowie, utonął 49-latek. Kąpał się 100 metrów od strzeżonej plaży. Ratownicy przez ponad godzinę walczyli o jego życie. Bezskutecznie.
Nie mniej poruszająca była śmierć 15-latka na obozie harcerskim nad jeziorem Ośno. Chłopiec miał przepłynąć jezioro nocą, w pełnym umundurowaniu, w ramach zdobywania sprawności. Bez asekuracji, bez zabezpieczenia – tylko opiekunowie na pomoście. Kiedy zniknął pod powierzchnią, reakcja była spóźniona. Ciało odnaleziono po kilku godzinach. Eksperci nie mają wątpliwości – ta tragedia była do uniknięcia.
W Dziwnówku zaginął 16-letni chłopiec. Wszedł do morza, gdy warunki były skrajnie niebezpieczne. Czerwona flaga była na miejscu. Jego brat zdołał się uratować i wezwać pomoc. Akcję przerwano z powodu zapadającego zmroku i wzburzonych fal.
Utonięcia, do których dochodziło w całej Polsce, łączy nie tylko ból rodzin. Łączy je często nieodpowiedzialność, lekceważenie podstawowych zasad, wiara w to, że „mnie to nie spotka”. Większość tragedii wydarzyła się poza strzeżonymi kąpieliskami, często po spożyciu alkoholu lub w wyniku brawury. W wielu przypadkach zabrakło nie tylko ratownika, ale też czujnego oka bliskich. Wystarczyła sekunda nieuwagi, by beztroski wypoczynek zamienił się w horror.
Woda to żywioł. Nie wybacza błędów. Nie znosi lekceważenia. Mimo to wciąż widzimy ludzi ignorujących flagi ostrzegawcze, wchodzących do morza po kilku piwach, zostawiających dzieci bez nadzoru. Co roku ratownicy alarmują, że nie są w stanie upilnować wszystkich. Ich rolą jest ratować, kiedy już jest za późno – a przecież można do tego nie dopuścić.
Niech tragedie, które już się wydarzyły, będą dla nas ostrzeżeniem. Reagujmy. Mówmy głośno, gdy ktoś zachowuje się nierozsądnie. Pilnujmy się nawzajem. Nie zostawiajmy dzieci bez opieki. Nie tłumaczmy brawury „dobrą zabawą”. Życie jest jedno – nie zmarnujmy go przez chwilę lekkomyślności.
Zamiast milcząco patrzeć na tragedie, wybierzmy odpowiedzialność. Pokażmy, że potrafimy się troszczyć – o siebie i innych. Wtedy być może kolejne lato nie będzie zaczynać się od zbiorowego żalu i dramatycznych statystyk, lecz od wspólnej radości z bezpiecznego wypoczynku.





