niedziela, 19 kwietnia, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Śmierć na Lubelszczyźnie dotyczy również Pomorza Zachodniego. Czy myślistwo powinno być zakazane?

Kilka dni temu w gminie Michów w województwie lubelskim rozegrał się dramat, który wstrząsnął całą Polską i ponownie rozpalił ogólnokrajową dyskusję o sensie polowań w obecnym kształcie. Mieszkaniec niewielkiej miejscowości wyszedł w nocy z domu, by zamknąć bramę swojej posesji. W tym samym czasie w pobliskim polu kukurydzy trzej myśliwi polowali na dzika. Jeden z nich oddał kilka strzałów – nie jeden – kilka. Twierdzi, że był przekonany, że pomylił człowieka z dzikiem. Jedna z kul trafiła mężczyznę w klatkę piersiową. Zginął na miejscu, na progu własnego domu. Podejrzany został zatrzymany, prokuratura bada sprawę, a Polski Związek Łowiecki obiecuje współpracę z organami ścigania oraz wyciągnięcie konsekwencji wobec sprawcy.

 

To wydarzenie nie jest jednak odosobnione. W Polsce regularnie słyszymy o wypadkach podczas polowań: o postrzelonych przechodniach, o kulach, które lądują w pobliżu zabudowań, o myśliwych, którzy zbyt łatwo naciskają na spust. Każdy taki dramat stawia to samo pytanie: czy myślistwo w obecnej formie powinno mieć prawo istnieć? I choć odpowiedź za każdym razem rozmywa się w obietnicach „dokładnego wyjaśnienia sprawy” i „wewnętrznych procedur” ze strony Związku Łowieckiego, to powrót tego pytania niczym bumerang świadczy o tym, że społeczeństwo czuje, iż problem nie tkwi tylko w „błędzie jednostki”. To system, który zezwala na organizację polowań blisko domów, w nocy, w warunkach ograniczonej widoczności, nie daje gwarancji bezpieczeństwa.

Zasadą absolutną w posługiwaniu się bronią palną powinno być to, że strzela się tylko wtedy, gdy ma się stuprocentową pewność co do celu i tego, co znajduje się za nim. Tymczasem w Michowie ta zasada została złamana. Trudno uznać za przypadek, że w Polsce co kilka miesięcy słyszymy o kolejnych pomyłkach, o strzałach do ludzi, do psów czy do zwierząt gospodarskich. Kultura bezpieczeństwa w łowiectwie zawodzi, a przepisy, które miały ją zabezpieczać, okazują się dziurawe i słabo egzekwowane. Formalnie istnieją ograniczenia dotyczące odległości od zabudowań czy zakazy oddawania strzałów w określonych miejscach, ale w praktyce interpretacja tych zasad jest niejednoznaczna, a kontrole – niewystarczające.

Śmierć 60-latka z Michowa to nie tylko osobista tragedia jego rodziny, ale też symboliczny dowód na to, że polowania mogą zagrażać każdemu z nas. Kiedy ktoś ginie na własnym podwórku, bo myśliwy „pomylił go z dzikiem”, trudno jeszcze wierzyć w zapewnienia o „bezpieczeństwie” i „konieczności gospodarki łowieckiej”. Zwolennicy polowań odwołują się do argumentów o regulacji populacji zwierząt i ochronie upraw, ale czy kosztem ludzkiego życia? I czy w dobie nowoczesnych metod zarządzania przyrodą naprawdę jedynym rozwiązaniem pozostaje nocne czatowanie z bronią obok czyjegoś domu?

Warto więc odłożyć na bok retorykę o „nieszczęśliwym wypadku”. Jeśli wypadki powtarzają się regularnie, to nie są już wypadkami, lecz sygnałem poważnej systemowej choroby. Coraz głośniej mówi się o zakazie polowań nocnych, o wprowadzeniu dużych stref buforowych wokół zabudowań, o lepszym szkoleniu i o surowszych karach za złamanie zasad. Inni idą dalej i pytają wprost: może czas całkowicie zakazać myślistwa, skoro zamiast chronić ludzi i zwierzęta, generuje kolejne dramaty?

Każda kolejna śmierć przywraca to pytanie na agendę publiczną. To, że wraca jak bumerang, świadczy o czymś istotnym: polowania w Polsce nie są marginesem, lecz realnym problemem społecznym i prawnym. Dopóki będą organizowane w takiej formie, dopóty każdy z nas może obudzić się w nocy od huku strzału i dowiedzieć się, że kolejny sąsiad zginął, bo myśliwy pomylił człowieka ze zwierzęciem. I wtedy już nie wystarczy mówić o „błędzie ludzkim”. Trzeba będzie odpowiedzieć: czy naprawdę pozwalamy, by ta praktyka trwała dalej?do wypadku odniósł się Marcin Możdżonek, prezes Naczelnej Rady Łowieckiej. „Zapewniam, że jako Polski Związek Łowiecki niezwłocznie uruchomiliśmy wszelkie procedury wyjaśniające tę sytuację i jesteśmy oczywiście do dyspozycji organów ścigania jako instytucja, której członkami byli zatrzymani do wyjaśnienia myśliwi” – przekazał prezes NRŁ.

Półtora roku temu zginął żołnierz

15 listopada (środa) około godziny 20:45 na Pasie Ćwiczeń Taktycznych na szczecińskim Krzekowie doszło do nieszczęśliwego wypadku, w wyniku którego śmierć poniósł żołnierz 12 Brygady Zmechanizowanej. W toku śledztwa udało się ustalić, że żołnierza postrzelił jeden z dwóch mężczyzn, którzy mieli polować na dziki.

Jak informuje RMF FM, po oddanym strzale świadkowie widzieli uciekającego człowieka. Niedługo później doszło do zatrzymania podejrzanych. Zatrzymani to myśliwi, którzy mieli nielegalnie polować w tym rejonie na dziki. Zostali ujęci poza obszarem ćwiczeń, ale ich obecność na terenie Krzekowa, czyli poligonu potwierdziły dane z logowania ich telefonów.

Prokuratura przedstawiła mężczyznom zarzuty, pierwszy z nich, który oddał śmiertelny strzał będzie odpowiadał za nieumyślne spowodowanie śmierci i narażenie na bezpośrednie ryzyko utraty życia pozostałych ćwiczących. Ponadto obaj mężczyźni usłyszeli zarzut nieudzielenia pomocy oraz kłusownictwa.

A jak jest u nas?

W naszej okolicy ta dyskusja ma wymiar bardzo namacalny — nie jest to abstrakcja odległa od realiów mieszkańców. Na łąkach, na skraju lasów, a nawet na terenach często uczęszczanych przez spacerowiczów i rodziny z dziećmi coraz częściej widzimy myśliwskie ambony. Te konstrukcje, wyniesione ponad krajobraz, przypominają, że polowania odbywają się tuż obok miejsc, gdzie biegają psy, jeżdżą rowerzyści i spacerują ludzie. Dla wielu mieszkańców obecność ambon jest źródłem niepokoju — trudno czuć się swobodnie, gdy w zasięgu wzroku stoi punkt, z którego ktoś może oddać strzał w warunkach ograniczonej widoczności.

To, co uderza, to brak przejrzystości i konsultacji z lokalną społecznością przy lokowaniu takich stanowisk. Ambony ustawiane są często bez jasnej informacji dla mieszkańców o planowanych polowaniach czy zasadach bezpieczeństwa, a właściciele gruntów nie zawsze zdają sobie sprawę z ryzyka, które wiąże się z polowaniami odbywającymi się tuż obok ich posesji. To generuje napięcia i utrwala poczucie, że prawo do polowania bywa ważniejsze niż prawo do poczucia bezpieczeństwa. Jeśli nie nastąpią realne zmiany — mniej ambon w pobliżu zabudowań, jawne harmonogramy działań, mechanizmy zgłaszania i wyłączania terenu — lokalne wspólnoty będą coraz częściej stawiać żądania ograniczeń, a w niektórych przypadkach domagać się całkowitego zakazu polowań na terenach sąsiadujących z osiedlami.

Wójt opublikował harmonogram obejmujący aż siedemnaście terminów polowań zbiorowych

 

Popularne Artykuły