To, co widać na zdjęciach z sali plenarnej Sejmu, trudno nazwać inaczej niż skandalem. Prawie puste ławy poselskie w czasie pierwszego czytania projektu ustawy wdrażającej w Polsce unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA) pokazują, jak nisko na liście priorytetów parlamentarzystów znajduje się realna praca legislacyjna.
W czasie, gdy Fundacja Panoptykon – od lat monitorująca kwestie praw cyfrowych – śledziła przebieg obrad i analizowała stanowiska klubów, na sali obecnych było zaledwie pięciu posłów. Reszta wybrała inne zajęcia. Jak skomentowali przedstawiciele fundacji:
„Prawa osób w internecie to poważna sprawa. Posłowie mogą je lekceważyć, ale my nie mamy zamiaru.”
To nie pierwszy raz, gdy parlamentarzyści w podobny sposób traktują obowiązki wobec obywateli. W maju tego roku pełnomocnik rządu ds. osób z niepełnosprawnościami Łukasz Krasoń przemawiał do niemal pustej sali podczas omawiania projektu ustawy o asystencji osobistej. Zdjęcia obiegły cały internet.
Krasoń próbował tłumaczyć nieobecność posłów „harmonogramem prac parlamentu”, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że to raczej kwestia priorytetów. Bo jak wytłumaczyć brak zainteresowania ustawami, które mogą realnie zmienić życie milionów Polek i Polaków – tych z niepełnosprawnościami, korzystających z internetu czy po prostu oczekujących, że ktoś w Sejmie będzie pilnował ich praw?
Prace nad ustawami dotyczącymi asystencji osobistej, praw cyfrowych czy innych kluczowych obszarów to nie medialny spektakl – to obowiązek wynikający z mandatu, który posłowie otrzymali od obywateli. Tymczasem ławy świecą pustkami, a w mediach społecznościowych aż roi się od zdjęć i nagrań polityków komentujących rzeczy drugorzędne.
Ta sytuacja pokazuje głęboki problem polskiego parlamentaryzmu – debaty o realnych problemach ludzi przegrywają z autopromocją, kampanią wizerunkową i partyjnymi kalkulacjami.
Szczecińscy posłowie też nieobecni
Szczecin i Pomorze Zachodnie także nie ma tu powodów do dumy. Nasi parlamentarzyści – bez względu na partyjne barwy – również nie znaleźli czasu, by uczestniczyć w debacie o prawach obywateli w sieci. Gdzie byli, gdy na sali sejmowej dyskutowano o regulacjach dotyczących cyfrowej wolności, odpowiedzialności platform internetowych czy bezpieczeństwa danych Polaków? Gdzie byli, gdy obywatelskie organizacje apelowały o merytoryczną rozmowę?
Na liście nieobecnych znaleźli się m.in. Patryk Jaskulski, Artur Szałabawka, Arkadiusz Marchewka, Jarosław Rzepa, Sławomir Nitras, Katarzyna Kotula i Dariusz Matecki i inni – politycy znani z aktywności w mediach społecznościowych, ale najwyraźniej mniej zainteresowani rzetelną debatą nad ustawami, które dotyczą nas wszystkich. Dla wielu z nich ważniejsze okazały się zdjęcia, konferencje i komentarze w sieci niż obecność na sali plenarnej. Jedynym posłem z regionu, którego widziano podczas czytania o Akcie o usługach cyfrowych, był Grzegorz Napieralski.






