Po niemal trzech latach od złożenia pozwu Miasto Szczecin rozpoczęło sądową batalię przeciwko Skarbowi Państwa w sprawie niedoszacowania subwencji oświatowej. Stawką jest 111 milionów złotych – kwota, którą samorząd wydał na dopłaty do wynagrodzeń nauczycieli w latach 2018–2020. Zdaniem władz miasta, środki te powinny były pochodzić z budżetu centralnego.
Proces, który ruszył dopiero teraz, mimo że pozew złożono w grudniu 2022 roku, ma potencjał stać się punktem zwrotnym w sporach o finansowanie edukacji w Polsce.
– Niemal 3 lata czekaliśmy na ten dzień. W końcu wystartował proces oświatowy. Przypomnę, że w grudniu 2022 roku złożyliśmy pozew przeciwko Skarbowi Państwa. Domagamy się w nim 111 mln złotych, które wydaliśmy na dopłaty do pensji nauczycieli w latach 2018-2020. O tym jak działa nasz wymiar sprawiedliwości najlepiej świadczy fakt, że wiele miesięcy nie mogliśmy się nawet doczekać zawiadomienia przeciwnej strony. Ale już zostawmy to. Proces ruszył. Pierwszym świadkiem Lidia Rogaś, moja pełnomocniczka ds. oświaty, absolutny fachowiec w tej dziedzinie. Sam pozew będzie oczywiście rozszerzony o kolejne lata. Kwota będzie zatem dużo wyższa – napisał w social mediach prezydent Szczecina, Piotr Krzystek.
Pierwszą świadkinią w sprawie została Lidia Rogaś, pełnomocniczka prezydenta ds. oświaty, uznawana za osobę z dużym doświadczeniem w zakresie finansowania edukacji. Jej zeznania mogą mieć kluczowe znaczenie dla udowodnienia skali i zasadności roszczeń Szczecina.
Władze miasta zapowiadają, że to dopiero początek. Pozew ma zostać rozszerzony o kolejne lata, ponieważ – jak twierdzą samorządowcy – niedoszacowanie subwencji trwa nadal. W praktyce oznacza to, że kwota roszczeń może znacznie wzrosnąć.
Problem systemowy, nie lokalny
To, czego domaga się Szczecin, nie jest jednostkowym przypadkiem. Coraz więcej samorządów – zarówno dużych miast, jak i mniejszych gmin – wskazuje na to, że subwencja oświatowa z budżetu państwa nie wystarcza na pokrycie realnych kosztów utrzymania szkół i wypłat dla nauczycieli. Niedobory te są uzupełniane z lokalnych budżetów, co często odbywa się kosztem innych potrzeb mieszkańców: inwestycji w infrastrukturę, pomoc społeczną czy kulturę.
Proces wytoczony przez Szczecin może stać się wyznacznikiem dla działań innych jednostek samorządu terytorialnego w całym kraju. Jeśli sąd przyzna rację miastu, może to otworzyć drogę do podobnych pozwów w innych regionach Polski – zwłaszcza tam, gdzie lokalne budżety są szczególnie napięte, a wydatki oświatowe pochłaniają coraz większą część dostępnych środków.
Dlatego sprawie z dużą uwagą przyglądają się nie tylko inne gminy, ale też organizacje samorządowe i związki zawodowe nauczycieli. W obliczu pogłębiającego się kryzysu finansowania edukacji, orzeczenie sądu może być początkiem realnych zmian systemowych – lub sygnałem, że samorządy nadal będą musiały radzić sobie same.





