niedziela, 19 kwietnia, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Park Narodowy Doliny Dolnej Odry: PiS pewny weta, ignorancja posła Sałka i samorządowcy z wiarą w Karola Nawrockiego

Sejm przegłosował ustawę o powołaniu Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry – decyzję, na którą od lat czekały środowiska przyrodnicze, lokalne samorządy (poza Gryfinem) i mieszkańcy Pomorza Zachodniego. To nie tylko ważny moment dla polskiej ochrony przyrody, ale również dla samego państwa, bo nowe parki narodowe w Polsce powstają niezwykle rzadko, a proces ich tworzenia bywa boleśnie długotrwały. Teraz piłka leży po stronie Senatu, a następnie – prezydenta Karola Nawrockiego. To on zdecyduje, czy ta inicjatywa stanie się faktem, czy skończy jako kolejny dowód na to, że w polskiej polityce słowa w kampanii mają niewiele wspólnego z czynami w praktyce.

Politycy PiS przeciwni i z przekonaniem, że prezydent Karol Nawrocki zawetuje powstanie parku. Z kolei samorządowcy i lokalni działacze wierzą, że Nawrocki ustawę podpisze. Uzasadniają to nie tyle politycznymi kalkulacjami, ile deklaracjami, które sam składał jeszcze w czasie wyborów. Wówczas mówił o potrzebie szerszego spojrzenia na ochronę środowiska i o tym, że Polska powinna wreszcie poważniej traktować kwestie ekologii. Powstanie parku narodowego idealnie wpisuje się w ten obraz – to nie tylko wzmocnienie ochrony wyjątkowego ekosystemu doliny rzecznej, ale też szansa na rozwój turystyki i lokalnej przedsiębiorczości. Bo Dolina Dolnej Odry to nie rezerwat zamknięty na kłódkę – to przestrzeń, w której przyroda i człowiek mogą funkcjonować razem, pod warunkiem że odbywa się to w ramach zrównoważonej polityki.

– My nie walczymy o park narodowy dla polityków czy dla statystyk, tylko dla ludzi i przyszłości tego regionu. Dolina Dolnej Odry to nasz największy skarb: chroniąc ją, dajemy mieszkańcom i turystom miejsce, które może stać się wizytówką całej Polski – mówi nam z samorządowców, którzy wierzy… w brak weta ze strony Karola Nawrockiego.

I właśnie o tę równowagę od lat apelują mieszkańcy regionu: tysiące ekologów, naukowców, przewodników, pasjonatów przyrody, a także zwykłych rodzin, dla których rzeka i jej dolina to coś więcej niż punkt na mapie – to część ich tożsamości.

Na tym tle szczególnie kuriozalnie wybrzmiały słowa posła PiS Pawła Sałka. Polityk, niegdyś wiceminister środowiska i doradca prezydenta Dudy ds. ochrony przyrody, ogłosił z mównicy, że mamy park narodowy, w którym… nie ma Odry. I że w zasadzie połowa tego parku nie jest w parku, bo na mapie znalazły się wyłączenia związane z żeglugą oraz obszarem miasta Gryfina, które nie wyraziło zgody na włączenie swoich terenów.

– Mamy Park Narodowy Doliny Dolnej Odry, gdzie nie mamy Odry, ponieważ Odra jako rzeka jest wyłączona z tego parku ze względu na sprawy żeglugi. „Koalicja 13 grudnia” w dość sprytny sposób przedstawiła tę sprawę. To jest jedna rzecz. Druga rzecz jest taka, że ten park jest podzielony dzisiaj (…) de facto na dwie części. W środku mamy miasto Gryfino, które nie wyraziło zgody na to, aby ich tereny znalazły się w Parku Narodowym – mówił na antenie radia maryka poseł sałek.

Dla kogoś, kto zna temat, brzmi to jak kpina – nie z samej idei parku, ale z logiki posła. To tak, jakby dziwić się, że w Tatrzańskim Parku Narodowym dopuszcza się ruch turystyczny na wybranych szlakach, a w Białowieskim Parku Narodowym wyłączone są fragmenty wsi. Natura i życie społeczne przenikają się i zawsze wymagają kompromisu. Nie istnieje w Europie park narodowy, który obejmowałby „wszystko” bez żadnych wyłączeń – bo granice wyznacza właśnie konieczność pogodzenia ochrony przyrody z potrzebami człowieka.

To, co poseł przedstawił jako dowód na absurd całego przedsięwzięcia, w rzeczywistości jest jego największą zaletą: rozsądnie poprowadzonym kompromisem, uwzględniającym różne racje. Sałek próbował ośmieszyć ustawę, a ośmieszył wyłącznie siebie. Jeśli bowiem człowiek, który latami zajmował się ochroną środowiska na państwowych stanowiskach, dziś publicznie udaje, że nie rozumie podstawowych mechanizmów tworzenia parków narodowych, to nie świadczy to o wadach ustawy, lecz o jakości politycznej klasy, która zamiast bronić racji regionu, woli urządzać spektakl niewiedzy.

Dolina Dolnej Odry ma szansę stać się symbolem – nie tylko miejscem ochrony unikalnej przyrody, ale i testem dla polskiej polityki. Karol Nawrocki, decydując o losie ustawy, zdecyduje też o tym, czy jego własne słowa o ekologii i ochronie środowiska miały jakąkolwiek wartość. Weto oznaczałoby, że interes partyjny zwyciężył nad głosem mieszkańców, naukowców i samorządowców. Podpis – że polityka może jednak czasem spotkać się z rozsądkiem.

A poseł Sałek? Jego wystąpienie przejdzie do historii jako ilustracja tego, jak można zgubić się we własnej narracji. Bo jeśli naprawdę wierzy, że park narodowy bez Odry to absurd, to równie dobrze mógłby uznać, że Tatry nie istnieją, bo w Zakopanem stoją hotele. Cóż – Dolina Dolnej Odry nie potrzebuje poselskich mądrości. Potrzebuje odwagi i decyzji. A ironia losu jest taka, że to nie Odry brakuje w parku narodowym, lecz rozumu u niektórych polityków.

Popularne Artykuły