W Toruniu doszło do groźnego wypadku z udziałem hulajnogi elektrycznej. Nastolatek poruszający się tym pojazdem potrącił 7-letnią dziewczynkę. W wyniku zderzenia dziecko doznało pęknięcia czaszki i zostało przewiezione do szpitala. Okoliczności zdarzenia bada policja.
To kolejny w ostatnim czasie przypadek, w którym ofiarą wypadku z udziałem hulajnogi elektrycznej staje się dziecko. Tego typu zdarzenia od dłuższego czasu wywołują dyskusję na temat zasad korzystania z urządzeń transportu osobistego w przestrzeni miejskiej, w tym na chodnikach i w parkach.
Wypadki takie jak ten w Toruniu ponownie stawiają pytanie o to, czy obecne przepisy regulujące ruch hulajnóg elektrycznych są wystarczające. Chodnik z założenia ma być przestrzenią bezpieczną dla pieszych – miejscem, w którym dzieci mogą poruszać się swobodnie, bez ryzyka zderzenia z rozpędzonym pojazdem. Tymczasem hulajnogi elektryczne, mogące osiągać prędkości rzędu 20-25 km/h, w zetknięciu z pieszym, a zwłaszcza z dzieckiem, mogą powodować poważne, a nawet zagrażające życiu obrażenia.
Argumenty za wprowadzeniem całkowitego zakazu jazdy hulajnogami po chodnikach i alejkach parkowych opierają się przede wszystkim na zasadzie ochrony najsłabszych uczestników ruchu. Zwolennicy takiego rozwiązania wskazują, że bezpieczeństwo pieszych powinno mieć pierwszeństwo przed wygodą użytkowników hulajnóg, a jedynym skutecznym sposobem na ograniczenie liczby podobnych wypadków jest fizyczne oddzielenie ruchu pieszego od ruchu na urządzeniach o znacznie wyższej prędkości.
Nie brakuje jednak głosów przeciwnych takiemu rozwiązaniu. Część ekspertów i przedstawicieli branży mikromobilności zwraca uwagę, że źródłem problemu nie jest sama hulajnoga jako środek transportu, lecz niska świadomość zagrożeń wśród młodych użytkowników oraz słaba egzekucja już obowiązujących przepisów – takich jak ograniczenie prędkości do 20 km/h na drogach dla pieszych i rowerów czy zakaz samodzielnej jazdy dla osób poniżej 10. roku życia. Podnoszony jest też argument, że całkowity zakaz jazdy po chodnikach mógłby przenieść ruch hulajnóg na jezdnie, gdzie – zwłaszcza w miejscach pozbawionych infrastruktury rowerowej – ryzyko kolizji z samochodami bywa jeszcze wyższe.
Jako rozwiązanie pośrednie niektóre miasta w Polsce i Europie testują ograniczniki prędkości oparte na technologii GPS, automatycznie zwalniające pojazd w pobliżu chodników i parków, a także obowiązkowe szkolenia dla użytkowników czy podniesienie granicy wieku uprawniającej do samodzielnej jazdy. Dyskusja na temat tego, które z tych rozwiązań – zakaz, ograniczenia techniczne czy edukacja – przyniosłoby realną poprawę bezpieczeństwa, wciąż pozostaje otwarta.
To nie tylko problem Torunia
To, co wydarzyło się w Toruniu, nie powinno być traktowane wyłącznie jako lokalny wypadek. Podobne zdarzenia od lat pojawiają się w różnych częściach Polski, a wraz ze wzrostem popularności hulajnóg elektrycznych rośnie również liczba sytuacji, w których dochodzi do niebezpiecznych zderzeń z pieszymi. Szczególnie narażone są dzieci, osoby starsze i osoby z ograniczoną możliwością szybkiego zareagowania. W wielu miastach hulajnoga stała się stałym elementem ulic, chodników, skwerów i parkowych alejek, podczas gdy infrastruktura oraz sposób egzekwowania przepisów nie zawsze nadążają za zmianą miejskiego krajobrazu.
Skala zjawiska sprawia, że potrzebna jest ogólnopolska dyskusja, a nie tylko reakcja na pojedyncze wypadki. Samorządy wprowadzają własne rozwiązania, operatorzy stosują ograniczenia prędkości w wybranych strefach, policja prowadzi kontrole, a mimo to wciąż dochodzi do sytuacji, w których przestrzeń przeznaczona przede wszystkim dla pieszych staje się miejscem potencjalnie groźnych kolizji. W centrum tej debaty powinno znaleźć się pytanie o odpowiedzialne współdzielenie przestrzeni publicznej. Hulajnoga może być wygodnym, ekologicznym i szybkim środkiem transportu, jednak jej użytkownik musi mieć świadomość, że dla pieszego poruszającego się chodnikiem różnica kilku czy kilkunastu kilometrów na godzinę może oznaczać różnicę między niegroźnym kontaktem a ciężkim urazem.
Wypadek w Toruniu jest więc kolejnym sygnałem, że kwestii bezpieczeństwa użytkowników hulajnóg nie można pozostawiać wyłącznie lokalnym regulacjom i doraźnym kontrolom. Potrzebne są jednolite standardy, skuteczniejsza edukacja, konsekwentne egzekwowanie istniejących przepisów oraz rozwiązania techniczne ograniczające prędkość w miejscach, w których pojazdy te spotykają się z dużą liczbą pieszych. Debata nie powinna sprowadzać się do prostego wyboru między całkowitym zakazem a pełną swobodą korzystania z hulajnóg. Chodzi o znalezienie takiego modelu, w którym rozwój mikromobilności nie będzie odbywał się kosztem bezpieczeństwa tych, którzy na chodniku są najsłabiej chronieni.






