Prawie rok po tym, jak dziennikarz Robert Jurszo ujawnił nielegalne i masowe polowania na ptaki wodne nad jeziorem Miedwie w województwie zachodniopomorskim, sprawa doczekała się rzetelnego opracowania naukowego. Artykuł zatytułowany „The impact of hunting: Hunters’ inability to identify endangered and protected species”, opublikowany właśnie w międzynarodowym czasopiśmie naukowym, nie pozostawia złudzeń – w Polsce wciąż dochodzi do systemowego zabijania ptaków objętych ochroną gatunkową.
Publikacja jest wspólnym dziełem zespołu badawczego, którego członkiem jest ornitolog Dominik Marchowski. Naukowcy przeanalizowali zdjęcia dokumentujące łącznie 1331 upolowanych ptaków należących do 14 różnych gatunków. Aż 43 procent z nich to ptaki objęte ścisłą ochroną, których odstrzał jest całkowicie nielegalny. Wśród ofiar znaleziono między innymi bielaczki, ogorzałki, krakwy, płaskonosy, rożeńce i świstuny. Co więcej, polowania obejmowały również gatunki zagrożone wyginięciem.
– Oprócz efektu łamania prawa i polowania na gatunki chronione opisujemy nieetyczne i de facto również nie zgodne z prawem, polowania na gatunki zagrożone i bliskie zagrożenia jak głowienka (Common Pochard) i czernica (Tufted Duck) – pisze w social mediach Dominik Marchowski.
Autorzy publikacji podkreślają, że problem nie dotyczy jednostkowych przypadków, lecz zjawiska o charakterze systemowym. Mieszane stada ptaków wodnych, ich ruchliwość oraz podobieństwo morfologiczne wielu gatunków sprawiają, że w praktyce myśliwi nie są w stanie skutecznie ich rozróżniać. Selektywne polowanie, o jakim mówi prawo łowieckie, jest w warunkach takich jak na Miedwiu po prostu fikcją. Zabijane są więc ptaki, które zgodnie z przepisami krajowymi i unijnymi powinny podlegać pełnej ochronie. Co więcej, badacze zaobserwowali negatywne skutki płoszenia innych gatunków – monitoring wykazał drastyczny spadek liczebności żurawi na noclegowiskach w pobliżu obszarów łowieckich. To pokazuje, że myślistwo wykracza daleko poza sam akt polowania – wpływa na zachowania całych populacji i zaburza ich naturalne procesy migracyjne.
– Dzięki analizie zdjęć z polowań, danych monitoringowych i analizie trendów liczebności, mamy teraz czarno na białym dowody na to, że w warunkach takich jak na Miedwiu – miejscu koncentracji wielu gatunków ptaków wodnych – prowadzenie polowania zgodnie z prawem jest po prostu niemożliwe. Ekologia tych gatunków, ich zachowania i sposób przemieszczania się w mieszanych stadach sprawiają, że selektywne polowanie nie istnieje. Nasze dane pokazują, że dochodzi do systemowego, a nie incydentalnego, zabijania ptaków chronionych i zagrożonych – tłumaczy Dominik Marchowski.
Wnioski z artykułu są jednoznaczne. W miejscach takich jak Miedwie, gdzie koncentrują się liczne gatunki ptaków wodnych, nie ma możliwości prowadzenia polowań zgodnych z prawem. Ekologia tych zwierząt, ich sposób bytowania i przemieszczania się w grupach uniemożliwiają jakiekolwiek bezpieczne rozróżnienie. Dlatego – jak podkreślają autorzy – jedynym rozwiązaniem jest całkowite wyłączenie terenów chronionych, takich jak obszary Natura 2000 i IBA, z obwodów łowieckich. Tylko w ten sposób możliwe będzie rzeczywiste poszanowanie prawa i ochrona bioróżnorodności.
Artykuł zawiera również ważną rekomendację dotyczącą kwalifikacji myśliwych. Zdaniem autorów konieczne jest wprowadzenie obowiązkowych, niezależnych egzaminów z rozpoznawania gatunków ptaków, wzorowanych na egzaminach dla obrączkarzy prowadzonych przez Muzeum i Instytut Zoologii PAN. Dopóki takich wymogów nie będzie, dopóty – jak pokazują dane z Miedwia – strzelby będą zagrażać nie tylko gatunkom łownym, ale także tym, które powinny być w Polsce pod szczególną ochroną.





