Polska starzeje się szybciej, niż zakładały jeszcze niedawne prognozy. Według danych GUS, w 2010 roku na stu mieszkańców w wieku 0–14 lat przypadało 89 osób w wieku 65 lat i więcej. W ubiegłym roku ten sam wskaźnik, nazywany indeksem starości, sięgnął już 148 – po raz pierwszy w historii kraju na każde sto dzieci przypada niemal półtora raza więcej seniorów. Mediana wieku Polaków wzrosła z 35,4 roku w 2020 roku do 43,8 roku w 2025 roku, a liczba ludności kraju systematycznie się kurczy – tylko w pierwszym półroczu tego roku ubyło jej 159 tysięcy. Według prognoz Ministerstwa Finansów i ZUS liczba seniorów będzie rosnąć aż do 2057 roku, kiedy osiągnie 12,3 miliona osób, a niemal cztery na dziesięciu mieszkańców Polski będzie miało 60 lat lub więcej.
Te liczby nie są abstrakcją, z którą będą musiały zmierzyć się przyszłe pokolenia – to rzeczywistość, w której samorządy funkcjonują już dziś. Gminy odpowiadają nie tylko za bieżącą obsługę mieszkańców, ale też za decyzje planistyczne o horyzoncie dziesięcioleci: gdzie powstaną nowe drogi, chodniki, place zabaw, przystanki czy placówki opieki zdrowotnej. Jeśli te decyzje nie uwzględniają dziś rosnącego udziału starszych mieszkańców, za dekadę może być na wiele rzeczy po prostu za późno.
– Jeżeli chcemy coś dla seniorów zrobić, na przykład dom pobytu dziennego czy całodobowego, to dekada to jest bardzo długi okres, a dzieciaków rodzi się coraz mniej – mówią samorządowcy, podkreślając, że planowanie infrastruktury dla najstarszych mieszkańców nie może czekać na moment, w którym potrzeba stanie się nagląca.
Czego potrzebują seniorzy? Rzeczy małych, ale rozstrzygających o codzienności
Rozmawialiśmy nie tylko z przedstawicielami rad seniorów, ale też próbowaliśmy zebrać możliwie szeroki obraz tego, jakie potrzeby najczęściej pojawiają się w kontekście polityki senioralnej na poziomie lokalnym. Obraz, jaki się z tego wyłania, jest zaskakująco przyziemny – i to jest chyba najważniejsza obserwacja całego tego tematu. Seniorzy rzadko oczekują spektakularnych inwestycji. Znacznie częściej chodzi o rzeczy, które dla młodszego, sprawniejszego mieszkańca są niezauważalne, a dla starszej osoby decydują o tym, czy w ogóle jest w stanie samodzielnie załatwić codzienną sprawę.
Ławka przy przychodni, na której można odpocząć w oczekiwaniu na wizytę albo złapać oddech po jej wyjściu z gabinetu, to przykład, który wracał w naszych rozmowach wielokrotnie. Podobnie więcej ławek w parkach i na trasach spacerowych – nie co kilkaset metrów, jak to bywa planowane z myślą o młodszych, sprawnych spacerowiczach, lecz częściej, tak by osoba poruszająca się wolniej albo korzystająca z laski miała gdzie usiąść, zanim zmęczenie stanie się problemem. Poręcz przy schodach prowadzących do urzędu gminy, przychodni, biblioteki czy innej instytucji publicznej to kolejny drobiazg, który potrafi zadecydować, czy starszy mieszkaniec w ogóle jest w stanie samodzielnie załatwić sprawę, czy musi prosić kogoś o pomoc albo z wizyty rezygnuje.
Osobną kategorią są miejsca spotkań – kluby seniora, świetlice, dzienne domy pobytu, pozwalające się integrować, wyjść z domu, nie spędzać czasu wyłącznie w samotności. W Czaplinku, jak opowiadał nam Wiesław Krzywicki z tamtejszej rady seniorów, lokalna rada z własnej inicjatywy organizuje konkurs na najpiękniejszy ogród, działkę czy balkon prowadzony przez emerytów, a jesienią planuje kolejne szkolenia – drobne, ale regularne inicjatywy, które budują poczucie wspólnoty i dają seniorom powód, by wychodzić z domu i się spotykać.
Są jednak i potrzeby, które rzadziej trafiają do debaty publicznej, choć dla codziennego funkcjonowania seniorów mają równie duże znaczenie. Wydłużony czas świateł na przejściach dla pieszych, tak by starsza osoba zdążyła bezpiecznie przejść przez ulicę bez pośpiechu. Ławki z podłokietnikami i wyższym oparciem, z których łatwiej samodzielnie wstać niż z niskiej, gładkiej płyty betonowej. Zadaszone, zacienione miejsca odpoczynku latem, gdy upał staje się dla starszego organizmu realnym zagrożeniem zdrowotnym. Czytelne, większe oznakowanie w budynkach użyteczności publicznej i osobne okienka lub priorytetowa kolejka dla seniorów w urzędach czy placówkach pocztowych, gdzie długie stanie w kolejce bywa dla wielu osób fizycznie niewykonalne. Dostępność publicznych toalet w centrach miast i miejscowości turystycznych. Wsparcie w poruszaniu się po systemach cyfrowych – z danych przywoływanych w ogólnopolskich raportach o sytuacji osób starszych wynika, że blisko 62 procent seniorów w wieku 60–74 lata korzysta z internetu, ale odsetek ten gwałtownie spada w najstarszych grupach wiekowych, co oznacza, że cyfryzacja usług publicznych, bez towarzyszącego jej wsparcia, może w praktyce wykluczać najstarszych i najbardziej samotnych mieszkańców. Wreszcie – dobrze oświetlone ulice i przystanki, mające znaczenie zarówno dla poczucia bezpieczeństwa, jak i dla realnego ryzyka upadku po zmroku, które u starszych osób bywa źródłem poważnych, długotrwałych konsekwencji zdrowotnych.
Codzienność, o której rzadziej się mówi
Przejścia dla pieszych to jednak dopiero początek listy. Osobny, obszerny rozdział potrzeb dotyczy tego, jak wygląda kontakt seniora z urzędem i instytucjami publicznymi. Coraz więcej spraw urzędowych przenosi się do internetu, ale znaczna część najstarszych mieszkańców z tego kanału po prostu nie korzysta – dlatego wciąż potrzebne jest „analogowe” okienko, w którym sprawę da się załatwić bez zakładania profilu zaufanego czy konta w systemie elektronicznym, a wizytę można umówić zwykłym telefonem, a nie wyłącznie przez formularz online. W poczekalniach liczy się coś tak prostego jak krzesła z podłokietnikami, z których łatwiej samodzielnie wstać, oraz głośne, wyraźne wywoływanie kolejnych numerków – nie tylko wyświetlacz, bo część seniorów po prostu nie widzi go z drugiego końca sali.
Równie dużo drobiazgów kryje się w temacie transportu. Niskopodłogowe autobusy powinny kursować na wszystkich liniach, nie tylko tych flagowych, a kierowca powinien dać pasażerowi realny czas na dojście do drzwi, zanim ruszy z przystanku. W mniejszych miejscowościach, gdzie regularna komunikacja publiczna praktycznie nie istnieje, coraz częściej pojawia się pomysł transportu na życzenie – telefon, zamówienie kursu i dowóz, na przykład na wizytę lekarską, bez konieczności polegania na uprzejmości sąsiada czy rodziny. Pomaga też coś tak prostego jak miejsce postojowe blisko wejścia do przychodni czy urzędu, gdzie ktoś bliski może podwieźć seniora niemal pod same drzwi.
W samej opiece zdrowotnej seniorzy najczęściej wskazują na potrzebę osobnej, telefonicznej puli terminów u lekarza – tak by nie trzeba było o czwartej rano stać w kolejce po numerek – oraz na przeszkolenie personelu przychodni i aptek do rozmowy z osobą słabosłyszącą. Przydatne bywają też punkty pomiaru ciśnienia czy poziomu cukru dostępne bez wizyty lekarskiej, na przykład w aptece albo w klubie seniora, a dla osób mieszkających samotnie – dofinansowywany przez gminę telefon alarmowy czy opaska SOS, dający poczucie, że pomoc jest w zasięgu jednego przycisku.
Wiele z tych potrzeb dotyczy też najbliższego otoczenia, w którym senior spędza większość czasu – własnego mieszkania i klatki schodowej. Dofinansowanie drobnych adaptacji, jak uchwyty w łazience, brodzik zamiast wysokiej wanny czy oświetlenie z czujnikiem ruchu na korytarzu, potrafi realnie zmniejszyć ryzyko upadku w domu, a to właśnie upadki pozostają jedną z najczęstszych przyczyn poważnych, długotrwałych problemów zdrowotnych u starszych osób. W starszych blokach komunalnych bez windy sensowna okazuje się platforma przyschodowa, a w skali osiedla – zorganizowana pomoc sąsiedzka czy wolontariat przy zakupach, wyprowadzaniu psa czy drobnych naprawach, koordynowany choćby przez lokalny klub seniora.
Nawet codzienne zakupy da się zorganizować bardziej przyjaźnie dla starszego klienta – wystarczą godziny o mniejszym natężeniu ruchu w sklepie, dostawa zakupów do domu we współpracy z lokalnym sklepikiem, dofinansowana dla osób o niższych dochodach, oraz metki z ceną zapisane czcionką, którą da się przeczytać bez szkła powiększającego. W sferze kultury i aktywności sprawdzają się poranne, mniej oblegane seanse czy wystawy, zajęcia ruchowe dostosowane do możliwości – jak gimnastyka na krzesłach czy wolniejszy nordic walking – a także zwykłe stoliki do gry w karty czy warcaby ustawione w parku, dające pretekst do wyjścia z domu bez konieczności zapisywania się na cokolwiek formalnego.
Nie bez znaczenia pozostaje wreszcie bezpieczeństwo w najbardziej dosłownym sensie. Seniorzy padają ofiarą oszustw metodą „na wnuczka” czy „na policjanta” częściej niż jakakolwiek inna grupa wiekowa, dlatego spotkania informacyjne o metodach działania oszustów, prowadzone bezpośrednio w klubach seniora, oraz zwykła, częstsza obecność dzielnicowego w okolicach zamieszkanych głównie przez starszych mieszkańców, potrafią zapobiec stratom, których żadna interwencja po fakcie już nie odwróci. Podobnie dobrze widoczne oznaczenia numerów domów i klatek schodowych – drobiazg, o którym nikt nie myśli, dopóki nie okaże się, że karetka nie może w porę znaleźć właściwego wejścia.
To musi być dialog
Rady seniorów, których w samym województwie zachodniopomorskim działa już trzydzieści sześć, licząc gminne oraz jedną powiatową, koszalińską, są ciałami doradczymi i konsultacyjnymi, powoływanymi na podstawie przepisów ustawy o samorządzie gminnym. Ich rola nie polega na podejmowaniu wiążących decyzji – te wciąż należą do wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i rad gmin – lecz na sygnalizowaniu potrzeb, opiniowaniu projektów uchwał dotyczących seniorów oraz, coraz częściej, na samodzielnym inicjowaniu lokalnych działań.
To, jak realnie wygląda ta rola w praktyce, zależy jednak silnie od podejścia konkretnego samorządu – i tu obraz bywa bardzo różny. Są rady, które mają już na koncie konkretne inicjatywy i regularne, comiesięczne spotkania, a przedstawiciele rady spotykają się bezpośrednio z władzami miasta, zgłaszając potrzeby wykraczające poza samą politykę senioralną. Są też samorządy, przy których seniorzy mówią wprost o braku realnej współpracy z lokalnymi władzami. W tej materii jest jeszcze wiele do zrobienia. Rady seniorów nie powinny być instytucją istniejącą jedynie na papierze ani obowiązkiem wynikającym z przepisów. Ich siłą jest doświadczenie ludzi, którzy przez dziesięciolecia obserwowali rozwój swoich miejscowości i dobrze wiedzą, czego brakuje mieszkańcom. Prawdziwy dialog zaczyna się dopiero wtedy, gdy ich głos nie kończy się na sali obrad, lecz przekłada się na konkretne decyzje podejmowane przez samorząd.
Właśnie na wyrównanie tych różnic między gminami stawia Polska Fundacja Społeczeństwa Przedsiębiorczego, realizująca kolejny już projekt wspierający zachodniopomorskie rady seniorów pod hasłem „Rady Seniorów – wzmacniamy głos starszego pokolenia”. Jak wyjaśniał w rozmowie z nami Maciej Patynowski z fundacji, dotychczasowymi działaniami objęto piętnaście rad z całego regionu, szkoląc je w pozyskiwaniu funduszy na działania senioralne, budowaniu silnych zespołów, promowaniu własnych inicjatyw oraz dofinansowując oddolne pomysły zgłaszane bezpośrednio przez seniorów. W ocenie fundacji to właśnie systemowe, niezależne od dobrej woli lokalnych władz wsparcie daje radom seniorów realną szansę na skuteczniejsze działanie, niezależnie od tego, czy trafią akurat na otwartego, czy opornego partnera po stronie samorządu.
Rady seniorów mają więc dziś podwójne zadanie. Po pierwsze – uświadamiać, a przynajmniej mieć realną możliwość uświadamiania włodarzom gmin i lokalnym planistom, jak wygląda codzienność starszego mieszkańca i jakie decyzje planistyczne będą miały znaczenie za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat, gdy proporcje między młodszymi a starszymi mieszkańcami przesuną się jeszcze bardziej, niż wskazują dzisiejsze dane GUS. Po drugie – pokazywać konkretny kierunek: nie abstrakcyjny postulat „więcej dla seniorów”, lecz precyzyjne, możliwe do wdrożenia rozwiązania, od ławki przy przychodni po dłuższy czas trwania zielonego światła na przejściu dla pieszych.
To, czy ten głos zostanie usłyszany, zależy dziś w dużej mierze od przypadku geograficznego – od tego, w której gminie mieszka dany senior i jaką postawę wobec rady przyjęły akurat tamtejsze władze. Demografia nie zostawia jednak wiele czasu na to, by ta zależność od przypadku utrzymywała się jeszcze przez kolejną dekadę.







