Koalicja Obywatelska znalazła się w ogniu krytyki, i to nie tylko ze strony politycznych przeciwników, ale także własnych wyborców. Jedną z kluczowych obietnic wyborczych partii było podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł. Tymczasem KO złożyła w Sejmie wniosek o odrzucenie projektu, który zakładał realizację tego postulatu.
Wiceminister finansów Jarosław Neneman przyznał, że rząd nie jest w stanie spełnić tej obietnicy. To stwierdzenie wywołało falę niezadowolenia, zwłaszcza wśród osób, które głosowały na KO, wierząc w ich zapowiedzi zmian w systemie podatkowym. Krytycy zarzucają rządzącym, że sprzedali wyborcom iluzję reform, których nie mają zamiaru przeprowadzić.
Decyzja KO budzi szczególne kontrowersje, gdy zestawi się ją z innym projektem rządowym – nowym programem dopłat do samochodów elektrycznych. Osoby fizyczne oraz przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą będą mogły otrzymać do 40 tys. zł dotacji na zakup, leasing lub wynajem długoterminowy nowego pojazdu elektrycznego. Nabór wniosków ma rozpocząć się na początku lutego 2025 roku. Na to już rząd stać?
– Nowa odsłona programu „Mój elektryk” z budżetem ponad 1,6 miliarda złotych pozwoli dofinansować prywatne inwestycje w auta elektryczne – zarówno osób fizycznych, jak i prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. To, obok dotacji do zeroemisyjnego transportu publicznego i infrastruktury na potrzeby stacji ładowania, zapewnia kompleksowe wsparcie elektromobilności. Jednym z priorytetów nowej strategii działania Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jest poprawa jakości powietrza, której nieodłącznym elementem jest rozwój niskoemisyjnego transportu – powiedział Paweł Augustyn, zastępca prezesa zarządu NFOŚiGW.
To zestawienie obietnic i realnych działań sprawia, że wielu obywateli czuje się oszukanych. Z jednej strony rząd tłumaczy brak środków na podniesienie kwoty wolnej od podatku, a z drugiej – znajduje pieniądze na dofinansowanie samochodów elektrycznych. Wśród komentatorów pojawiają się głosy, że priorytety rządu są oderwane od rzeczywistości przeciętnego obywatela.
Rozczarowani wyborcy Koalicji Obywatelskiej zastanawiają się, czy to dopiero początek listy niespełnionych obietnic. Czy KO zdoła odzyskać ich zaufanie, czy też kolejne decyzje pogłębią rozczarowanie? Na odpowiedzi na te pytania przyjdzie jeszcze poczekać, ale jedno jest pewne – cierpliwość obywateli powoli się kończy i może mieć przełożenie na wynik zbliżających się wyborów prezydenckich.





