Politycy prawicy: Marek Gróbarczyk, Artur Szałabawka i Małgorzata Golińska organizują konferencję na temat utworzenia Parku Narodowego Dolnej Odry, twierdząc, że sam park zatrzyma rozwój portu Szczecin-Świnoujście. A na konferencję zapraszają… zdjęciem, naruszając prawa autorskie. Czy politycy, którzy naruszają prawo własności, są wiarygodni?
Politycy prawicy uwielbiają wielkie hasła, mocne tezy i jeszcze mocniejsze konferencje. Tym razem Marek Gróbarczyk, Artur Szałabawka i Małgorzata Golińska postanowili rozprawić się z pomysłem utworzenia Parku Narodowego Dolnej Odry. Według nich taki park to koniec rozwoju portu Szczecin–Świnoujście, katastrofa dla gospodarki i w ogóle początek końca świata, jaki znamy. Zorganizowali więc konferencję… na tere nie gminy Gryfino i kolegi gospodarza, burmistrza Mieczysława Sawaryna.

Będą wystąpienia, jest i plakat promujący wydarzenie. Tylko jest jeden szczegół: zdjęcie użyte w materiałach zostało… wykorzystane bez zgody autora. Tak, politycy, którzy lubią pouczać innych o praworządności, o „szacunku do własności”, sami sięgnęli po cudzą fotografię, bez pytania.
– Nie dość, że kłamiecie na temat parku, to jeszcze ukradliście moje zdjęcie do plakatu swojej konferencji. Nie wyraziłem Wam na to zgody – oburza się mieszkaniec Gryfina, Piotr Piznal, autor fotografii.
Cała sytuacja brzmi jak kiepski żart, ale niestety nim nie jest. To codzienność polskiej polityki – z jednej strony gromkie przemowy o prawie, uczciwości i wartościach, z drugiej zaś praktyka, w której nawet zwykła grafika do plakatu okazuje się problemem nie do ogarnięcia.

Czy politycy, którzy naruszają prawo własności intelektualnej, mają wiarygodność, by opowiadać o ochronie przyrody, inwestycjach czy gospodarce? Odpowiedź nasuwa się sama. Skoro trudno uszanować cudze zdjęcie, to jak można wierzyć w rzetelność ich argumentów o wielkich projektach?
A może to tylko nowe hasło kampanijne: „Zabierzemy wam wszystko, najpierw ideę parku, a potem nawet fotkę”?





