środa, 14 października, 2026
spot_img
spot_imgspot_imgspot_imgspot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Giełda kryptowalut pozywa nadzór finansowy. Precedensowy proces przeciwko KNF

Rusza pierwszy w Polsce proces, w którym firma domaga się odszkodowania za umieszczenie jej na liście ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego. Była giełda kryptowalut BitMarket24 żąda od nadzoru niemal 2,5 miliona złotych, twierdząc, że wpis na listę faktycznie zakończył jej działalność.

Sprawa sięga stycznia 2019 roku. BitMarket24 działał wtedy od prawie pięciu lat i rozwijał się razem z rosnącą popularnością kryptowalut – w 2018 roku zarobił na prowizjach niemal milion złotych i miał ponad 23 tysiące zarejestrowanych użytkowników. Ponieważ branża funkcjonowała w prawnej szarej strefie, spółka próbowała znaleźć formułę działania akceptowalną dla nadzoru – zarejestrowała podmiot w Wielkiej Brytanii, prowadziła rozmowy z operatorem płatności Dotpay oraz zgłosiła się do prowadzonego przez UKNF programu Innovation Hub.

11 stycznia 2019 roku doszło do spotkania przedstawicieli giełdy z urzędnikami nadzoru. Obie strony różnią się w ocenie tego, co zostało tam ustalone. Pięć dni później UKNF zgłosił do prokuratury w Krakowie podejrzenie, że firma świadczyła usługi płatnicze bez wymaganego zezwolenia, ponieważ nie tylko kojarzyła strony transakcji, ale też przechowywała środki klientów na własnym rachunku. 21 stycznia BitMarket24 trafił na listę ostrzeżeń publicznych KNF. Tego samego dnia na listę małych instytucji płatniczych wpisano inną firmę kryptowalutową – Tapik, na co dziś powołuje się nadzór, odpierając zarzut celowego eliminowania całej branży.

Skutki wpisu okazały się dla giełdy dotkliwe. 28 stycznia bank Credit Agricole wypowiedział jej rachunek firmowy, powołując się na własny regulamin przewidujący taki krok wobec podmiotów znajdujących się na liście ostrzeżeń KNF. Bez konta bankowego BitMarket24 nie mógł przyjmować wpłat od klientów, więc zarząd wezwał ich do wypłaty środków i zakończył działalność giełdy. Od spotkania w siedzibie nadzoru do utraty rachunku minęło zaledwie siedemnaście dni.

Umorzone śledztwo, wpis pozostaje

Postępowanie karne wszczęte na podstawie zawiadomienia UKNF ciągnęło się kilka lat. Prokuratura umorzyła je w maju 2022 roku z powodu braku znamion czynu zabronionego, a sąd podtrzymał tę decyzję w styczniu 2023 roku. Dla BitMarket24 to jeden z kluczowych argumentów w procesie odszkodowawczym – skoro nie stwierdzono przestępstwa, spółka uważa, że nie było podstaw do wpisu, który jej zdaniem doprowadził do utraty banku i zakończenia działalności. Mimo umorzenia sprawy karnej wpis na liście ostrzeżeń nadal obowiązuje.

Choć formalnie chodzi o odszkodowanie w wysokości 2 481 660,85 złotych – kwotę wyliczoną na podstawie prywatnej ekspertyzy finansowej uwzględniającej utraconą wartość firmy oraz potencjalne przyszłe zyski – z pism procesowych wynika, że spółka dąży do czegoś więcej. BitMarket24 twierdzi, że jej przypadek nie był odosobniony, lecz elementem szerszej, nieformalnej polityki nadzoru wobec całej branży kryptowalutowej, polegającej na wywieraniu presji na banki i instytucje płatnicze, by nie obsługiwały takich firm. Na poparcie tej tezy powołuje się m.in. na sprawę kantoru Quark, któremu Credit Agricole również wypowiedział rachunek, powołując się – jak wynika z pisma banku do klienta – na zalecenie otrzymane od KNF po przeprowadzonej kontroli.

Nadzór konsekwentnie zaprzecza istnieniu takiej polityki. Argumentuje również, że roszczenie jest przedawnione, że wpis na listę był jedynie ustawowym obowiązkiem wynikającym ze złożenia zawiadomienia do prokuratury, a decyzję o zamknięciu rachunku podjął samodzielnie bank na podstawie własnego regulaminu, bez ingerencji nadzoru. UKNF kwestionuje też, by spółka poniosła realną szkodę, wskazując, że BitMarket24 formalnie nadal istnieje i prowadzi działalność, choć ograniczoną do rozliczeń podatkowych i utrzymania bytu prawnego.

Świadkowie na szczycie nadzoru

Na pierwszy termin rozprawy wezwano dziesięciu świadków. Wśród nich znalazł się Marek Chrzanowski, który kierował KNF do listopada 2018 roku – a więc w okresie, w którym według powódki miała kształtować się sporna polityka nadzoru. Spółka chce też przesłuchać obecnego przewodniczącego Jacka Jastrzębskiego, kierującego Komisją już w momencie zgłoszenia sprawy do prokuratury i wpisania giełdy na listę ostrzeżeń. Nadzór wnioskuje o pominięcie zeznań obu przewodniczących, argumentując, że okoliczności sprawy wynikają już z dokumentów oraz zeznań innych pracowników urzędu.

Pozostali świadkowie mają pomóc odtworzyć pełny łańcuch wydarzeń – od strony banku, operatorów płatności, jak i samego nadzoru. Wśród nich są pracownicy Credit Agricole odpowiedzialni za decyzję o wypowiedzeniu rachunku, przedstawicielki firm płatniczych Dotpay i Krajowego Integratora Płatności, pracownicy UKNF uczestniczący w spotkaniu z zarządem giełdy oraz autor prywatnej ekspertyzy, na której oparto wyliczenie roszczenia.

Proces toczy się w czasie, gdy relacje państwa z rynkiem kryptowalut ponownie są napięte. 1 lipca 2026 roku zakończył się okres przejściowy przewidziany unijnym rozporządzeniem MiCA, po którym sam wpis do krajowego rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych przestał wystarczać do legalnego świadczenia takich usług. Jednocześnie polska ustawa regulująca rynek kryptoaktywów była już trzykrotnie wetowana przez prezydenta, a Sejm nie zdołał odrzucić żadnego z wet, co utrzymuje niepewność regulacyjną wokół całej branży.

Popularne Artykuły