środa, 14 października, 2026
spot_img
spot_imgspot_imgspot_imgspot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Dwóch zastępców dyrektora w PUP Choszczno. Potrzeba kadrowa czy pospolita korupcja polityczna?

Powiatowy Urząd Pracy w Choszcznie ma coś, czego nie ma żaden inny urząd pracy w regionie poza jednym wyjątkiem. Na czele instytucji stoi dyrektor Joanna Biłec, a obok niej urząd zatrudnia jednocześnie dwóch zastępców: Krystiana Szczyża oraz Wiktorię Wróblewską, pełniącą funkcję zastępcy dyrektora do spraw ewidencji i informacji. To struktura, której próżno szukać w sąsiednich powiatach. Dwóch wicedyrektorów nie wydaje się przypadkiem, to obraz „kadrowego” Choszczna, o którym coraz mniej mieszkańców mówi dobrze.

Powiatowy Urząd Pracy w Pyrzycach, obsługujący mniejszy powiat, ma dyrektora i jednego zastępcę. Ten sam model, jeden dyrektor i jeden zastępca, obowiązuje w zdecydowanej większości powiatowych urzędów pracy w Polsce, niezależnie od wielkości obsługiwanego rynku pracy. Wyjątkiem od tej reguły bywają wojewódzkie urzędy pracy, obejmujące zasięgiem całe województwo i z tego powodu wymagające bardziej rozbudowanego kierownictwa – to jednak zupełnie inna skala instytucji niż powiatowy urząd obsługujący jeden, stosunkowo niewielki powiat.

Choszczno na tle tej reguły wygląda więc na wyjątek trudny do wytłumaczenia samą tylko liczbą mieszkańców czy skalą zadań. Powiat choszczeński nie należy do największych w województwie zachodniopomorskim, a mimo to jego urząd pracy ma podwójne kierownictwo zastępcze, którego nie mają urzędy w Myśliborzu, Pyrzycach ani nawet w znacznie większych miastach jak Stargard, Koszalin czy Szczecin, gdzie skala zadań i liczba obsługiwanych bezrobotnych jest nieporównywalnie większa.

To, co czyni tę sytuację jeszcze trudniejszą do obrony, to efekty pracy urzędu, a raczej ich brak. Powiat choszczeński regularnie notuje jedną z najwyższych stóp bezrobocia rejestrowanego – znacznie większą niż średnia dla województwa zachodniopomorskiego, która w połowie 2026 roku odnotowywało stopę bezrobocia rzędu 7,7 procent, i wielokrotnie więcej niż średnia krajowa wynosząca w tym samym okresie 5,8 procent. Innymi słowy: urząd z podwójnym kierownictwem zastępczym działa w powiecie, który od lat pozostaje jednym z najgorzej radzących sobie z bezrobociem w całym regionie. Gdyby rozbudowana kadra kierownicza rzeczywiście przekładała się na skuteczność, istnienie dwóch wicedyrektorów byłoby trudne do podważenia. Tymczasem trudno wskazać, w czym dodatkowe stanowisko miałoby się przełożyć na realną poprawę sytuacji na lokalnym rynku pracy, poza wysoką pensją dla samej kadry zarządczej w Urzędzie Pracy.

Sprawa wicedyrektor Wiktorii Wróblewskiej ma znaczący wątek personalny, o którym mieszkańcy mówią bez ogródek, nie kryjąc przy tym zażenowania: to córka radnej powiatowej związanej z Prawem i Sprawiedliwością, zasiadającej w koalicji rządzącej powiatem wspólnie ze starostą Wiolettą Kaszak. Dodatkowe stanowisko zastępcy do spraw ewidencji i informacji, utworzone w urzędzie, który przez dekady funkcjonował z jednym zastępcą, jak większość podobnych placówek w kraju, nabiera zatem zupełnie innego znaczenia niż tylko kwestia organizacji pracy.

Skalę tego kosztu, czyli zatrudnienie dodatkowego wicedyrektora, pokazuje oświadczenie majątkowe Krystiana Szczyża, drugiego z zastępców dyrektora PUP Choszczno, z którego wynika, że jego roczne wynagrodzenie z tytułu zatrudnienia wyniosło 142 697,00 złotych. Można zasadnie przypuszczać, że wynagrodzenie drugiej zastępczyni, Wiktorii Wróblewskiej, kształtuje się na zbliżonym poziomie. W samorządzie, w którym brakuje pieniędzy na wszystko, od remontów dróg i chodników począwszy, tworzenie wątpliwych etatów wydaje się wyjątkowo przykre. Należy tu podkreślić: Powiatowy Urząd Pracy jest jednostką organizacyjną powiatu, to starosta (w tym wypadku Wioletta Kaszak) jest organem, który go nadzoruje i przed którym odpowiada dyrektor PUP. A radni powiatowi pełnią nijako funkcję organu kontrolnego. Czy radna powiatowa, kontrolując instytucję, w której jej córka jest wicedyrektorem, będzie prowadziła kontrolę rzetelnie?

To właśnie w tym miejscu układ instytucjonalny zaczyna budzić najpoważniejsze wątpliwości. Powiatowy Urząd Pracy podlega bezpośrednio staroście – to on powołuje i odwołuje dyrektora urzędu, a struktura organizacyjna instytucji, w tym decyzja o utworzeniu dodatkowego stanowiska zastępcy, w praktyce nie powstaje bez wiedzy i akceptacji zarządu powiatu. Jeśli więc osoba obejmująca nowo utworzony, dobrze płatny etat jest spokrewniona z radną wchodzącą w skład koalicji rządzącej powiatem u boku starosty Wioletty Kaszak, trudno uznać to za przypadek pozbawiony znaczenia politycznego. Tak wygląda mechanizm, który w praktyce samorządowej bywa nazywany handlem stanowiskami za poparcie – radna głosuje z koalicją, głosuje za budżetem, głosuje za każdą uchwałą, jakiej oczekuje starosta, a w zamian ktoś z jej najbliższej rodziny otrzymuje intratny, dobrze opłacany etat w jednostce podległej bezpośrednio staroście, utworzony akurat wtedy, gdy było komu go przydzielić. To nie jest łapówka w rozumieniu kodeksu karnego – nikt nie przekazuje nikomu koperty z gotówką. To coś, co równie dobrze zasługuje na miano politycznej korupcji: wykorzystanie publicznej instytucji i publicznych pieniędzy do utrwalenia lojalności politycznej, opłacanej nie z prywatnej kieszeni, tylko z budżetu powiatu, przez który przechodzą podatki wszystkich mieszkańców, niezależnie od tego, na kogo głosowali. Za ten etat drugiego wicedyrektora zapłaci każdy mieszkaniec powiatu choszczeńskiego, swoimi podatkami.

Popularne Artykuły