Na zachodnich plażach Bałtyku coraz częściej słychać nie tylko niemiecki, ale też język czeski. Mimo że Czechy nie mają dostępu do morza, ich turyści coraz liczniej odwiedzają polskie wybrzeże – najczęściej przyjeżdżają na Pomorze Zachodnie. Skąd ten nagły wzrost zainteresowania Bałtykiem? Nie chodzi wyłącznie o urok nadmorskich krajobrazów, ale przede wszystkim o ceny i… wygodny dojazd.
Jeszcze kilka lat temu czescy turyści masowo wybierali Chorwację jako swój numer jeden na wakacje. Ciepłe morze, dobre jedzenie, znajoma infrastruktura. Dziś sytuacja się zmieniła.
– W Chorwacji wszystko podrożało. Apartamenty, restauracje, parkingi, nawet woda w sklepie. Wakacje dla rodziny to już naprawdę spory wydatek – mówią czescy turyści z Liberca, których spotkaliśmy w Wisełce. – U was może nie ma gwarantowanej pogody, ale ceny są bardziej przyjazne, a plaże, szczerze mówiąc, też mamy tu coraz lepiej zorganizowane – tłumaczy.
Czesi mówią wprost: nad polskim morzem mogą spędzić tydzień za cenę czterech dni na przykład w Dalmacji. I choć pogoda nad Bałtykiem bywa kapryśna, to rosnące ceny w południowej Europie skutecznie przesuwają ich uwagę na północ.
Jeszcze ważniejszym powodem jest nowa infrastruktura drogowa. Autostrada D11 i szybka droga ekspresowa S3 po stronie polskiej sprawiły, że podróż z Czech nad Bałtyk stała się po prostu wygodna.
– Od naszej granicy do Wolina jedziemy jednym ciągiem, bez męczących objazdów czy korków – tłumaczą turyści z Czech. – Po drodze robimy jeden postój na stacji i jesteśmy na miejscu. A dzieciaki mają radość, bo to dla nich coś nowego.
Czesi mają świetnie rozpoznaną polską sieć drogową. Wiedzą, że S3 to najprostsza i najszybsza trasa na północ, prowadząca ich przez malownicze rejony Dolnego Śląska, Lubuskiego i Zachodniopomorskiego prosto nad morze. W dodatku infrastruktura turystyczna po drodze – stacje benzynowe, restauracje, hotele – też nie odstrasza.
Choć ceny nad Bałtykiem również rosną, w porównaniu z Chorwacją, Włochami czy Hiszpanią wciąż są konkurencyjne. Czesi doceniają to, że mogą znaleźć nocleg w pensjonacie, domku czy prywatnym apartamencie w dobrej cenie – często z pełnym wyposażeniem i dostępem do kuchni.
– Za domek dla czteroosobowej rodziny płacimy mniej niż za pokój hotelowy w Chorwacji, do której jeździliśmy przez laty. Polska drożeje, ale w sklepie kupimy to samo jedzenie, co w Czechach, ale dla nas wciąż bez horrendalnych cen.
Co ciekawe, Czesi często korzystają z aplikacji z promocjami, wynajmują rowery, odwiedzają okoliczne miasteczka, a niektórzy nawet rezygnują z całodziennego plażowania na rzecz aktywnego zwiedzania – np. latarni morskich, bunkrów, szlaków w Wolińskim Parku Narodowym czy muzeów.
Choć Świnoujście i Międzyzdroje to najpopularniejsze kierunki, czescy turyści zaczynają odkrywać mniej oblegane miejscowości: Niechorze, Rewal, Dziwnów, Trzęsacz, a nawet Łukęcin czy wciąż mało popularną Wisełkę. Ich przewodniki coraz częściej zawierają sekcje o polskim wybrzeżu, a grupy na Facebooku – wymiany doświadczeń z podróży „na północ”.
Dodatkowo bariera językowa jest coraz mniejszym problemem – wiele obiektów noclegowych oferuje czeską wersję strony internetowej, a obsługa mówi po angielsku lub niemiecku.
Coraz więcej Czechów wybiera Bałtyk świadomie – nie jako „tańszy zamiennik Chorwacji”, ale jako kierunek z dobrym jedzeniem, solidną bazą noclegową i nowoczesną infrastrukturą. To nowa turystyczna rzeczywistość regionu. Dzięki drodze ekspresowej S3 Pomorze Zachodnie staje się dla nich nowym wakacyjnym domem – blisko, taniej, wygodnie.
Ten trend się utrzyma, jeśli nie dojdzie do drastycznych podwyżek za usługi turystyczne – przewidują turyści z Czech.





