W Polsce wybuchła kolejna debata, która dla jednych jest troską o dobro dzieci, a dla innych dowodem na to, że urzędniczy rozsądek czasami potrafi zgubić proporcje.
Wszystko zaczęło się w Pszczynie. Tamtejsza Lodziarnia Pod Dębem przez około 25 lat rozdawała darmowe lody dzieciom, które zakończyły rok szkolny ze świadectwem z czerwonym paskiem. Dla jednych był to sympatyczny gest, dla innych forma docenienia pracy i wysiłku uczniów. Po interwencji Biura Rzecznika Praw Dziecka tradycja została jednak zakończona. Argumentacja była poważna. Wskazywano, że uzależnianie nagród od wyników w nauce może wywoływać presję psychiczną, promować niezdrową rywalizację i wykluczać dzieci osiągające słabsze wyniki.
Brzmi rozsądnie? W tym samym kraju dzieci od najmłodszych lat uczestniczą w konkursach, olimpiadach, zawodach sportowych, turniejach muzycznych, castingach, rankingach i egzaminach. Tam rywalizacja nikogo szczególnie nie dziwi. Państwo wręcz zachęca do osiągania sukcesów, przyznając stypendia, nagrody i wyróżnienia. Wtedy wszystko jest ok, ale granica została postawiona akurat przy gałce lodów.
Jeszcze bardziej absurdalnie robi się, gdy spojrzymy na Choszczno. Tu, jak informują internauci, jedna z restauracji zaprosiła młodych ludzi na darmowe drinki z okazji zakończenia roku szkolnego. Formalnie wszystko się zgadza – uczestnicy są pełnoletni.
I właśnie tutaj zaczyna się polski teatr absurdu.
Jeśli wierzyć logice urzędników, darmowe lody dla dziecka, które dobrze się uczyło, może powodować stres i wykluczenie. Natomiast darmowy alkohol dla świeżo upieczonych absolwentów nie wywołuje już podobnej ogólnopolskiej dyskusji.
Nie oznacza to oczywiście, że restauracja z Choszczna zasługuje na pochwały. Wręcz przeciwnie. Trudno uznać rozdawanie darmowych drinków za szczególnie ambitny sposób budowania relacji z młodymi ludźmi – ba, samo promowanie się rozdawnictwem darmowego alkoholu może nawet naruszać prawo. Reklama alkoholu i promocje zachęcające do jego darmowego spożywania są w Polsce ściśle zakazane lub mocno ograniczone przez Ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Dotyczy to zarówno wódki, likierów, jak i drinków zawierających te alkohole. Jeżeli przedsiębiorca chce świętować zakończenie roku szkolnego, może zrobić to na wiele sposobów. Promowanie alkoholu jako nagrody za ukończenie szkoły nie wydaje się najlepszym pomysłem – a tu jakoś interwencji państwowych instytucji nie ma.
Kto tu zwariował?
Z jednej strony państwo uznaje, że lody za świadectwo są potencjalnie szkodliwe społecznie. Z drugiej strony codziennie toleruje znacznie poważniejsze problemy dotyczące zdrowia psychicznego dzieci, uzależnień, przemocy rówieśniczej czy kryzysu psychiatrii dziecięcej. Dlatego sprawa z Pszczyny wywołała tak duże emocje. Nie dlatego, że Polacy masowo domagają się darmowych lodów. Chodzi raczej o poczucie, że instytucje publiczne czasem skupiają się na symbolach, zamiast na realnych problemach.
Czy darmowy lód za czerwony pasek był idealnym rozwiązaniem? Zapewne nie. Czy wymagał interwencji jednego z najważniejszych urzędów zajmujących się prawami dzieci w Polsce? Tu odpowiedzi są już znacznie bardziej podzielone. Jedno jest pewne. W kraju, w którym można rozpętać ogólnopolską dyskusję o gałce lodów, a jednocześnie bez większych emocji przejść obok promocji opartych na darmowym alkoholu dla młodych ludzi, trudno oprzeć się wrażeniu, że czasami gubimy proporcje.
Historia z Pszczyny i zestawienie jej z Choszcznem staje się czymś więcej niż opowieścią o lodziarni i darmowych drinkach. Stała się symbolem Polski, w której zdrowy rozsądek coraz częściej musi walczyć o swoje miejsce pomiędzy urzędniczą nadgorliwością, marketingową kreatywnością… i zwykłą głupotą.






