środa, 14 stycznia, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Czarne chmury nad uchwałą KO? Nocna prohibicja i coraz większe wątpliwości

W Szczecinie właśnie przegłosowano uchwałę o nocnym zakazie sprzedaży alkoholu. Ma obowiązywać na terenie całego miasta i dotyczyć wszystkich punktów prowadzących sprzedaż alkoholu przeznaczonego do spożycia poza miejscem zakupu. W uzasadnieniu radni powołali się na dane statystyczne z Komendy Miejskiej Policji i Straży Miejskiej, z których rzekomo miało wynikać, że incydenty związane ze spożyciem alkoholu są realnym problemem w godzinach nocnych. Ale czy rzeczywiście tak jest?

Michał Wójtowicz, lokalny działacz społeczny, zdecydował się sprawdzić, na ile te dane są wiarygodne. Wystosował do Wojewody Zachodniopomorskiego obszerne pismo, w którym podważa rzetelność uchwały i wzywa do jej odrzucenia. Wójtowicz wskazuje, że dane przedstawione w uzasadnieniu uchwały są niepełne, a niektóre wręcz ze sobą sprzeczne. Straż Miejska podała, że w 2024 roku przeprowadziła zaledwie 85 interwencji nocnych związanych z alkoholem, z czego tylko cztery dotyczyły zakłócania porządku publicznego. Tymczasem w uzasadnieniu uchwały pojawia się liczba 722 zgłoszeń, co stanowić miało 3,3% wszystkich interwencji. Brakuje wyjaśnienia, skąd taka rozbieżność i dlaczego autorzy uchwały pominęli kontekst.

– Bardzo szybko okazało się, że jedynym miastem, w którym zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych spełnił swoje zadanie, jest Wrocław, choć i tutaj dane wskazują na turystykę alkoholową poza obszar obowiązywania zakazu (zał. nr 3). W przypadku pozostałych miast statystyki i Policji i Straży Miejskiej wskazują jednoznacznie na brak poprawy bezpieczeństwa, a wręcz wykazuję ogólny wzrost interwencji służb z obszarach porządku publicznego czy spożywania alkoholu w miejscach niedozwolonych:

Bydgoszcz – rok po wprowadzeniu zakazu odnotowano łącznie 689 zgłoszeń w stosunku do roku poprzedzającego wprowadzenie zakazu.

Gdańsk – Straż Miejska odnotowała łącznie 239 zgłoszeń więcej.

Kraków – choć Policja odnotowała średniomiesięczny spadek interwencji dotyczących spożycia alkoholu w miejscach niedozwolonych, to zakłócanie porządku publicznego na przestrzeni ostatnich trzech lat wykazuje tendencję wzrostową. Straż Miejska w Krakowie odnotowała z kolei łącznie 204 interwencje więcej po wprowadzeniu zakazu.

Olsztyn – Po wprowadzeniu zakazu służby porządkowe odnotowały prawie 2 000 zgłoszeń więcej związanych ze spożywaniem alkoholu i zakłócaniem porządku publicznego.

Poznań – Straż Miejska odnotowała 1458 zgłoszeń więcej, z czego zdecydowaną większość na osiedlach objętych nocnym zakazem sprzedaży alkoholu.

Zakopane – Straż Miejska, mimo, iż nie pracuje w godzinach obowiązywania zakazu, po jego wprowadzeniu odnotowała wzrost interwencji w godzinach dziennych.

Biała Podlaska – zakaz obowiązywał przez sześć miesięcy. W tym czasie Straż Miejska odnotowała niemalże tyle samo zgłoszeń co w całym roku poprzedzającym wprowadzenie zakazu.

Jeszcze poważniejsze wątpliwości budzi brak jakiejkolwiek analizy przestrzennej. Ani Policja, ani Straż Miejska nie potrafiły odpowiedzieć, ile z tych interwencji miało miejsce w pobliżu sklepów prowadzących nocną sprzedaż alkoholu. Skoro służby nie mapują miejsc problemowych, to na jakiej podstawie twierdzimy, że to właśnie sklepy nocne są źródłem problemu? Trudno oprzeć się wrażeniu, że uchwała została napisana na podstawie politycznych założeń, a nie twardych danych.

Michał Wójtowicz przeprowadził również analizę skutków podobnych zakazów w innych miastach w Polsce. W większości przypadków dane nie pozostawiają złudzeń: nocna prohibicja nie przynosi poprawy, a często prowadzi do odwrotnego efektu. W niektórych miastach – jak Biała Podlaska czy Lubań – władze wycofały się z zakazu, przyznając, że nie przyniósł on spodziewanych rezultatów, a przy okazji uszczuplił dochody samorządu z tytułu koncesji alkoholowych.

To właśnie te dochody są kolejnym punktem zapalnym. Część z nich przeznaczana jest przecież na programy profilaktyczne i przeciwdziałanie uzależnieniom. Jeśli sprzedaż alkoholu spadnie, spadną też wpływy, a to odbije się na realnym wsparciu dla osób z problemami. Wprowadzenie zakazu bez przemyślanego planu, jak zrekompensować te środki, może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Sprawa nie dotyczy tylko handlu i porządku publicznego, ale także jakości lokalnej debaty. Wójtowicz przypomina, że to nie pierwszy przypadek, gdy w Szczecinie zarzuca się radnym z Koalicji Obywatelskiej manipulację danymi i przeforsowywanie uchwał z pominięciem głosu obywateli. Analogiczna sytuacja miała miejsce przy procedowaniu obywatelskiego projektu przeciw utworzeniu Centrum Integracji Cudzoziemców, który został kompletnie przekształcony pod pretekstem redakcyjnych poprawek. Teraz historia może się powtarzać.

Nocna prohibicja na terenie gminy? Przedsiębiorcy już wiedzą, jak ją ominąć

Oni też żądają stwierdzenia nieważności uchwały

Decyzja szczecińskich radnych o wprowadzeniu nocnej prohibicji wywołała falę komentarzy, nie tylko wśród mieszkańców i lokalnych aktywistów. Rafał Kubowicz i Damian Dobrucki – szczecińscy społecznicy– nie pozostają bierni wobec tego, co nazywają bublem prawnym. Ich stanowisko jest jednoznaczne: to próba ograniczenia wolności, w dodatku w sposób nielegalny.

W liście otwartym skierowanym do Wojewody Zachodniopomorskiego Adama Rudawskiego domagają się stwierdzenia nieważności uchwały Rady Miasta. Ich zdaniem narusza ona zarówno Konstytucję RP, jak i ustawowe procedury. Jak podkreślają, wolność gospodarcza może być ograniczana wyłącznie ustawą, a nie aktem prawa miejscowego, jakim jest miejska uchwała. Tymczasem zakaz nocnej sprzedaży alkoholu ingeruje w prawa przedsiębiorców prowadzących legalną działalność, pozbawiając ich części dochodów – bez przedstawienia twardych dowodów na konieczność takich restrykcji.

– Nasi drodzy Radni Miejscy pod przewodnictwem Łukasza Tyszlera i Przemysława Słowika, którzy mocno naciskali na projekt, znów jednak się nie popisali w swoim owczym pędzie do ograniczania wolności obywatelom i przedsiębiorcom – komentuje Damian Dobrucki.

Zarówno Dobrucki, jak i Kubowicz zwracają też uwagę na to, że zakaz obowiązuje na całym terenie miasta, bez względu na to, czy w danej dzielnicy rzeczywiście występują problemy alkoholowe. Dla mieszkańców spokojnych osiedli oznacza to nieuzasadnione ograniczenia, naruszające zasadę proporcjonalności. W ocenie Kubowicza i Dobruckiego, uchwała w obecnym kształcie nie tylko jest nieprecyzyjna i niepoparta rzetelną analizą, ale też uderza w uczciwych ludzi, w tym pracowników nocnych zmian, którzy – po zakończeniu pracy – będą całkowicie pozbawieni możliwości legalnego zakupu alkoholu, w przeciwieństwie do osób pracujących w godzinach dziennych.

Najmocniejszym zarzutem pozostaje jednak aspekt proceduralny. Autorzy listu otwartego przywołują art. 12 ust. 5 ustawy o wychowaniu w trzeźwości, który nakłada na radę miasta obowiązek zasięgnięcia opinii wszystkich jednostek pomocniczych – czyli rad osiedli – przed podjęciem uchwały o ograniczeniach w sprzedaży alkoholu. Tymczasem, jak wynika z dokumentów, opinii udzieliło tylko około dwóch trzecich rad. Brak opinii jednej trzeciej z nich stanowi, ich zdaniem, rażące naruszenie zasady legalizmu, zapisanej w art. 7 Konstytucji RP. Co więcej, istnieje już orzecznictwo potwierdzające tę wykładnię – choćby wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach (sygn. III SA/Gl 747/23), który jasno wskazuje, że brak opinii wszystkich jednostek pomocniczych czyni uchwałę nieważną.

Kubowicz i Dobrucki apelują do Wojewody Rudawskiego, aby – zanim uchwała wejdzie w życie i doprowadzi do dezorganizacji życia setek ludzi – podjął działania nadzorcze i stwierdził jej nieważność. W ich ocenie jest jeszcze czas, by zatrzymać szkodliwy proces i wrócić do rozmowy o realnych potrzebach mieszkańców oraz przedsiębiorców.

Na ten moment decyzja o wejściu uchwały w życie leży w rękach Wojewody Zachodniopomorskiego. To on może zablokować dokument, jeśli uzna, że został uchwalony niezgodnie z zasadami dobrej legislacji i na podstawie wątpliwych danych. Czy tak się stanie, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że mieszkańcy Szczecina zasługują na uczciwą debatę i realne rozwiązania problemów, a nie szybkie, spektakularne decyzje, które mają bardziej polityczny niż społeczny charakter.

W powietrzu czuć napięcie. Czy to tylko przelotne zachmurzenie, czy może rzeczywiście nad szczecińską uchwałą gromadzą się czarne chmury?

 

Popularne Artykuły