środa, 14 stycznia, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Borys Panfil: „Na festiwalach ogląda się filmy robione od serca”

Film to magia, którą widzimy na ekranie, ale za każdą produkcją kryje się ogrom pracy, zaangażowania i pasji wielu osób. Jedną z nich jest Borys Panfil – człowiek, który pracuje na planach filmowych w różnych rolach, od zaplecza technicznego po koordynację działań na planie. W rozmowie z nami opowiada o wyzwaniach, z jakimi mierzy się podczas realizacji filmów w Polsce, o codziennych zadaniach i emocjach towarzyszących pracy na planie.

 

Jakie są największe różnice między pracą na planach małych, amatorskich projektów a dużych, profesjonalnych produkcji? Czy jedna z tych form jest Ci szczególnie bliska?

– To jest bardzo szeroki  temat, bo on nie dotyka tylko budżetu lub doświadczenia, ale też po prostu metody pracy. Idąc po kolei. Największe różnice, które przyjdą na pierwszą myśl, to zasoby i ilość zaangażowanych osób. Ta różnica głównie manifestowała się w poprzedniej dekadzie. Małe, amatorskie projekty były pospolitym ruszeniem, oddolną inicjatywą, gdzie wszystko prowadziła osoba, która miała dostęp do kamery. Zazwyczaj też ten „reżyser” wszystko montował sam. Studenci filmówek, którzy działali w tych czasach, próbowali z kolei pracować tak, jak się nauczyli w szkole, ale dalej musieli robić wszystko sami, w małym gronie, bez pieniędzy albo z drobnymi pieniędzmi, które sami zainwestowali. A potem, jak pokończyli studia i ich ktoś zauważył, nadarzały się okazje, by spróbować produkować filmy z normalnym budżetem. Projekt pod skrzydła brał producent, który wraz z reżyserem, autorem zdjęć i scenografem ściągali na swój plan filmowy pracowników, którzy wzbogacą film – techników kamerowych, oświetleniowców, dźwiękowców, grip i innej maści speców od filmu. A każdy z tych departamentów przyjeżdżał z ciężarówką sprzętu. Po planie filmowym biegała mała armia uzbrojona w różne urządzenia, by stworzyć rzeczywistość, w której osadzony jest film.

Tak głównie te różnice wyglądały kiedyś. Czas pokazał, że zasoby nie są wyznacznikiem sukcesu, zawsze chodziło o to, by mieć dobrą historię i umieć ją opowiedzieć, zawrzeć ją w kamerze. Wszystko jest zależne od pomysłu, który determinuje środki. To jest decyzja twórców, jak chcą pracować. Proszę spojrzeć na filmy dokumentalne, które w naturze mają prostotę i niski pobór zasobów. Z boku można nawet pomylić, patrząc na zasoby, że to mały plan zdjęciowy, amatorski wręcz. A później na ekranie wzrusza nas historia, którą udało się podejrzeć dobremu dokumentaliście.

Czy zdarzały się momenty na planie, które szczególnie zapadły Ci w pamięć – sytuacje nieprzewidziane, zabawne lub wyjątkowo trudne?

– Takie sytuacje często się zdarzają na planach zdjęciowych. To jest normalne, kiedy się wchodzi w jakąś przestrzeń i próbuje stworzyć inną rzeczywistość, by wykonać scenę filmu. W przestrzeni publicznej kręcenie filmu to rzadkość, stąd nie ważne, jak się ekipy przygotują, jest to zaburzająca rzeczywistość ciekawostka. Z zabawnych sytuacji się wstrzymam, ale opowiem o problemach logistycznych… Po studiach operatorskich próbowałem sam wyprodukować zdjęcia do dyplomu w opuszczonym forcie w Krakowie. Byłem niedoświadczony, więc cała produkcja była na moich barkach. Okazało się, że jestem jedynym kierowcą z własnym samochodem, więc na 12 godzin zdjęć, 4 godziny to było jeżdżenie w kilka rund samochodem, by wszystko przewieźć i odwieźć.

A ostatnio, to była cała noc realizacji zdjęć dla netflixowego Heweliusza, w styczniu 2024 roku podczas wichury z deszczem. Mam wrażenie, że kurtka goretexowa przesiąkła mi i wyschła chwilę później na wietrze. Tak, niektóre te projekty są jak wyprawy w wysokie góry, ale właśnie to w nich lubię, ten vibe…przygody.

Jak radzisz sobie z presją czasu i wymaganiami na planie filmowym? Czy masz swoje sposoby na zachowanie spokoju i koncentracji?

– Nie zaskoczę chyba nikogo – po prostu staram się przygotować do swojej pracy najlepiej, jak potrafię. Projekty filmowe często polegają na bardzo wnikliwym planowaniu. To jest normalna część tego biznesu. Zanim padnie pierwszy klaps, często realizuje się wizje lokalne, na których robi się dokumentację fotograficzną. Dzięki niej decyduje się, jakie środki będą potrzebne do sceny. Niestety nie każdy projekt jest tak rozbudowany, że ma proces preprodukcji, więc często muszę improwizować lub dostosowywać się na bieżąco. Spokój i koncentracje zapewnia mi wtedy doświadczenie, które buduję od lat. I tak, czasem podejmę złą decyzję. Część tych błędów da się skorygować w postprodukcji. Część nie, ale w każdych porażkach są lekcje.

Które elementy produkcji filmowej fascynują Cię najbardziej – reżyseria, praca kamery, scenografia, czy może coś zupełnie innego?

– Zdecydowanie sztuka operatorska i technologie filmowe. Siedzi to we mnie od liceum. Zawsze bałem się pracy za biurkiem, kompletnie się do tego nie nadaję. Stąd po obronie pracy inżynierskiej, uciekłem do pracy w małym studium telewizyjnym, a potem zaocznie na studia w krakowskiej AMA Film Scholl. Praca przy produkcjach filmowych spełnia moją potrzebę pracy fizyczno-umysłowej. Wraz z studiowaniem w Krakowie, aspekty technologiczne branży filmowej ustąpiły sztuce operatorskiej i historii sztuki. Myślę, że wzbogaciło mnie to bardzo. Lubię też mówić, że z wiekiem psuje się nam wzrok, ale filmowcy nie mają co się martwić, bo z doświadczeniem potrafią patrzeć tam gdzie trzeba.

Czy zdarza Ci się czerpać inspirację z pracy na planie do własnych projektów artystycznych? Jak łączysz te doświadczenia z twórczością?

– Tak, praca dla dużych produkcji to też świetny moment by przyjrzeć się prawdziwym mistrzom w swoim fachu. Inspiracja inspiracją, w pierwszej kolejności jest workflow i świadomość, jakie koszty się ponowi w realizacji filmowej. Cenię bardzo również możliwość wglądu w pracę innych departamentów, jak pracuje scenograf, czego potrzebuje dźwięk. Sam jestem zdjęciowcem, ale staram się bardzo uważnie podglądać reżysera w pracy. To w końcu największy partner w tym przedsięwzięciu i dogadywanie się z nim jest najważniejsze. Dzięki temu, podobne, odpowiednio wyskalowane metody mogę przenosić do własnych projektów.

Jakie umiejętności uważasz za kluczowe dla osób pracujących na planie filmowym, niezależnie od wielkości produkcji?

– Będzie to umiejętność dobrego przygotowania się. Merytorycznie i technicznie. By dobrze wykonać zdjęcia, trzeba wiedzieć, co mamy zrobić, jaki jest plan, przemyśleć, co może się wydarzyć i mieć jakiś plan awaryjny. Techniczne przygotowanie to zapewnienie naszemu planu zdjęciowemu wszystkich odpowiednich urządzeń z wszystkimi potrzebnymi akcesoriami. Nie wystarczająca ilość baterii do kamery może zsabotażować projekt. Albo niewystarczająca liczba kart pamięci. Dobrze przygotowanie to też spokój na planie zdjęciowym. Dzięki temu można się skupić na tym, co ważne. Na świetle, grze aktorskiej lub ruchu kamery.

Czy masz w planach realizację własnego projektu filmowego?

–  Planuję pozyskać pieniądze na film krótkometrażowy, którego realizację przygotowuję na wiosnę tego roku. Jest to fajny i prosty weekendowy projekt filmu fabularnego o problemach społecznych. Będzie to rozgrzewka przed większym projektem, którego realizacja będzie pod koniec wakacji. Ten z kolei chcemy wyskalować na festiwal filmów fabularnych w Gdyni.

Jaki temat lub historia najbardziej Cię obecnie inspiruje?

– Jakie historie najbardziej lubię? Zawsze byłem fanem dobrego science-fiction. Do dzisiaj jestem zafascynowany pierwszym sezonem Westworld. Z biegiem czasu bardziej dojrzałem i potrafię się zafascynować innymi produkcjami. Ważne, by chwyciło mnie za serce, dało piękno i zreflektowało do myślenia. Dzisiaj ciężko o takie filmy, dobre produkcje to niestety rzadkość. Stąd zapraszam czytelników na festiwale filmowe. Tamtejsze produkcje nie są wymysłami wielkich korporacji w oparciu o marketing. Tam ogląda się filmy robione od serca.

Popularne Artykuły