Choć pochodzi z Wałcza, w Szczecinie rozwijała swój talent, a jej nazwisko częściej pojawia się poza granicami miasta. Aleksandra Andrukajtis to artystka o wielu twarzach – utalentowana wokalistka i świetna tancerka. Co inspiruje ją w sztuce? I czy Szczecin jest dla niej miejscem, do którego chce wracać?
Swoją artystyczną przygodę rozpoczęłaś w Szczecinie, ale teraz występujesz na scenach w całym kraju. Jak Szczecin wpłynął na Twoją drogę artystyczną?
– Szczecin wpłynął na mój rozwój pod względem edukacji muzycznej, ponieważ studiowałam w Akademii Sztuki przez 5 lat, broniąc się tytułem magistra Sztuki, także nie mogę przejść obojętnie wobec tego miasta. Na praktykach mogłam poznać też kilka miejsc oraz ludzi, którzy w tym muzycznym świecie od lat funkcjonują.
Czy to miasto nadal inspiruje Cię w Twojej twórczości?
– Każde takie doświadczenie mnie czegoś nowego uczyło albo utwierdzało w pewnych teoriach, które sobie zakładałam. Jedynie czego mi brakowało to poświęcenia większego czasu na stricte muzykę rozrywkową – pop, r&b, hip hop… W czasach kiedy studiowałam, ogromny nacisk był na muzykę klasyczną oraz jazzową. Ja nigdy nie byłam określona w jednym stylu, w tym przypadku jazzowym. Nie lubię się ograniczać – już taka moja natura. Jazz mnie inspiruje pod wieloma względami, natomiast nie był to mój jedyny kierunek, w którym chciałam się rozwijać. Cieszy mnie jednak fakt, że coraz więcej jest organizowanych wieczorów muzycznych, różnych występów artystycznych, eventów – fajnie jak miasto żyję muzyką! Niech Szczecin nie przestaje pozytywnie zaskakiwać. Uwrażliwiajmy mieszkańców Szczecina na muzykę.
Jakie różnice zauważasz w odbiorze Twojej muzyki w różnych regionach Polski?
– Jeżdżąc po całej Polsce mogę śmiało stwierdzić, że każde województwo trochę inaczej odbiera koncerty. Cieszę, że zazwyczaj otaczam się wokół pozytywnych opinii, przez to czuję się doceniona przez publiczność. To jest piękny moment.
Publiczność Pomorza Zachodniego różni się od tej w innych częściach Polski?
– Różnice polegają na tym, że każde miasto ma inne zwyczaje, przyzwyczajenia, wrażliwość i styl zabawy. To sprawia, że wchodząc na scenie nie wiesz do końca czego możesz się spodziewać, aczkolwiek wkrada się wtedy adrenalina, która jest tak mocna, że każdy koncert jest zaśpiewany, zatańczony i zagrany w stu procentach. I oto chodzi! Każdy bis, aplauz, wykonywane zdjęcia oraz rozmowy z odbiorcami po koncertach napawają mnie dumą i nadzieją, że ludzie mają w sobie wrażliwość na muzykę i chcą nas słuchać.
Czy praca z różnymi projektami muzycznymi daje Ci większą swobodę artystyczną? Jak łączysz te różnorodne style i gatunki w swojej karierze?
– Praca z wieloma projektami muzycznymi to moim zdaniem ogromny wysiłek, prawdziwa miłość do muzyki i zaangażowanie. Dodatkowo potrzebne są umiejętności muzyczne oraz wytrzymałość psychiczna i fizyczna. To są bardzo ważne elementy, wręcz niezbędne w tym zawodzie. Nie będę owijać w bawełnę… jest to rollercoaster. Bywają momenty, że już ten materiał plącze sie pod nogami, dlatego podczas koncertów staram się wyłączać od świata zewnętrznego i wszystkich moich poza muzycznych obowiązków, i być po prostu tu i teraz. Muszę być elastyczna.
Na pewno jest to dla mnie wielki rozwój, czuję, że zrobiłam progres w ciągu kilku lat. Mam wrażenie, że jestem bardziej pewna w tym co i jak śpiewam, a to tylko utwierdza mnie w tym, że scena to moje miejsce na ziemi.
Jak przygotowujesz się do koncertów? Czy masz jakieś rytuały, które pomagają Ci wejść w odpowiedni nastrój przed występem?
– Przede wszystkim staram się na tą godzinę przed show wyłączyć od wszystkiego. Muszę się rozśpiewać, lekko rozgrzać ciało i nastroić się pozytywnie na koncert. Moi koledzy z branży wiedzą, że nie ruszam się bez mojego małego głośnika JBL, zawsze jestem dj-ką na backstage’u. Słucham swoich ulubionych piosenek, maluje się, przygotowuje stroje w odpowiedniej kolejności i oczywiście nawilżam moje struny głosowe dużą ilością wody. Jeśli wiem, że przede mną długa podróż to staram się ją jakoś przespać, ponieważ sen i regeneracja ma ogromny wpływ na jakość głosu. Niestety jak to bywa w praktyce – nie zawsze mi się to uda, więc wtedy proszę akustyków na soundcheck’u o odrobinę talentu do mikrofonu… – oczywiście zawsze z tym żartuję.
Który z projektów muzycznych, w których uczestniczysz, jest Ci najbliższy?
– Wydaje mi się, że najbardziej zżyłam się z piosenkami zespołu Abba. Te koncerty to coś więcej niż tylko śpiewanie utworów. Tam między nami wokalistami oraz publicznością wytwarza się niezwykła energia i klimat. Zauważyłam, że te występy łączą pokolenia. Na koncerty przychodzi różnorodna publiczność tak naprawdę jest to spektrum „od najmłodszych do najstarszych”. Jest to cudowny widok patrzeć na widownię, które razem ze mną szaleje i się bawi.
Jakie wyzwania napotykasz, koncertując w różnych częściach kraju? Czy logistyka, różnice kulturowe lub specyfika miejsc wpływają na Twoje występy?
– To wszystko rzeczywiście ma znaczenie i bywa różnie, natomiast jak poznaje ludzi pracujących w instytucjach, którzy są serdeczni, otwarci i ciekawi na muzykę to wszelkie niedogodności są już sprawą drugorzędną. Bardzo dużą uwagę zwracam na kulturę osobistą.
Jakie masz plany na przyszłość? Czy myślisz o solowym albumie, większej trasie koncertowej lub innych muzycznych przedsięwzięciach?
– Jeśli chodzi o nagranie własnego albumu muzycznego to myślę od tym już naprawdę parę ładnych lat. Jest to moje marzenie od zawsze. Lubię pisać teksty, tworzyć melodie, muzykę… to jest dla mnie bardzo osobiste, ale też pełne satysfakcji działanie, które nie można porównać z czymś innym. Mam nadzieję, że te moje cele krok po kroku uda mi się w najbliższym czasie spełnić. Chciałabym mieć swój zespół muzyczny i podzielić z odbiorcami moją wrażliwością muzyczną. Czuję, że moim mottem teraz będzie skupienie się na własnym szczęściu. Podchodzę do tego też z dużą pokorą, bo wiem jak ten świat muzyczny potrafi być zawiły, natomiast chce być dobrej myśli i po prostu zaryzykować. Bo kto nie ryzykuje ten…





