czwartek, 13 sierpnia, 2026
spot_img
spot_imgspot_imgspot_imgspot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

20 tysięcy kibiców i falstart Pogoni. Legia ograła Portowców w doliczonym czasie gry

Inauguracja sezonu PKO Ekstraklasy w Szczecinie zapowiadała się na jeden z hitów pierwszej kolejki – i frekwencyjnie faktycznie nim była: na trybunach zasiadło komplet publiczności. Sportowo jednak Pogoń Szczecin nie miała czego świętować. Legia Warszawa wywalczyła zwycięstwo 1:0, strzelając zwycięską bramkę dosłownie w ostatniej możliwej akcji meczu – w 96. minucie.

Dla obu klubów było to spotkanie z nutą nowego otwarcia. Legia od zimy pracuje pod wodzą trenera Marka Papszuna, a kolejne tygodnie przygotowań do sezonu dawały warszawskim kibicom jeden z niewielu powodów do optymizmu po trudnym poprzednim sezonie. W Szczecinie zmiana na ławce trenerskiej nastąpiła jeszcze świeższa – między sezonami właściciel klubu Alex Haditaghi zdecydował się zastąpić Thomasa Thomasberga Oscarem Garcią, doświadczonym szkoleniowcem, który jednak w poprzednich klubach nie zdołał zagrzać miejsca na dłużej. Piątkowy wieczór był jego oficjalnym debiutem przy pełnych trybunach.

Mecz rozpoczął się bez Rafała Adamskiego w składzie Legii, wyeliminowanego przez kontuzję. Sporo uwagi skupiało się za to na napastnikach po obu stronach – Jean-Pierre Nsame latem przeniósł się właśnie z Legii do Pogoni, a Mileta Rajović, mimo niezbyt imponującej skuteczności w poprzednim sezonie, zdołał trzykrotnie pokonać bramkarza Portowców. W piątek obaj mieli swoje okazje, ale żaden nie trafił do siatki.

Pierwsza połowa bez goli, ale nie bez emocji

Już w 6. minucie Rajović główkował po dośrodkowaniu Pawła Wszołka, jednak piłka poleciała zbyt blisko Valentina Cojocaru, który sparował ją nad poprzeczką. Chwilę później Legia miała jeszcze rzut rożny, po którym piłka wylądowała w bramce – gol nie został jednak uznany z powodu zagrania ręką Rajovicia, który w tej sytuacji mógł zachować się bardziej przytomnie.

Legia dominowała w posiadaniu piłki i częściej stwarzała zagrożenie pod bramką gospodarzy, w tym przy stałych fragmentach gry, jednak poziom widowiska nie porywał, a bramkarze obu drużyn nie musieli wykazywać się częstymi interwencjami. Najbliżej gola w pierwszej połowie była Pogoń w 31. minucie – strzał głową Nsame efektownie, jedną ręką, obronił bramkarz Legii Otto Hindrich.

Rajović miał pecha, decydujący cios padł w doliczonym czasie

Po przerwie Nsame po raz drugi uderzył głową po dośrodkowaniu Leonardo Borgesa, tym razem prosto w bramkarza. Odpowiedział Bartosz Kapustka, ale jego strzał z kilkunastu metrów trafił w nogi obrońcy Pogoni. Rajović miał w drugiej połowie jeszcze jednego gola odebranego – tym razem z powodu spalonego.

Impas próbował przełamać Kamil Grosicki, wprowadzony przez Oscara Garcię jako jeden z trzech zmienników po godzinie gry. W przedostatnim kwadransie meczu najbliżej strzelenia gola był ponownie Rajović, który minął już nawet bramkarza, ale trafił prosto w nogę Attili Szalaia.

O losach spotkania zdecydowała ostatnia akcja doliczonego czasu gry. Długi wrzut z autu Rajović przedłużył głową do Zorana Arsenicia, zmiennika Marka Papszuna, który w swoim debiucie w barwach Legii wepchnął piłkę do bramki Pogoni. Był to 90. – a właściwie 96. – minuta meczu i komplet punktów powędrował do Warszawy.

Popularne Artykuły